Nie wiesz, kiedy i jak to się stało.
Stopniowo, niezauważalnie, latami zabrnęłaś w relację z kimś, kogo nie znasz…
To już nie jest Twój idealny, charyzmatyczny partner. Maska opadła. Nagle dostrzegasz twarz emocjonalnego przemocowca. Twarz psychofaga.
I wtedy próbujesz się z tego wyrwać. Musisz się wyrwać, bo niebawem zostanie z Ciebie rozmontowany psychicznie wrak człowieka.
Zaczyna się nierówna walka zdrowego rozsądku z chorymi emocjami.
Czujesz, jakbyś miała dwie głowy, mówiące różnymi językami i przekrzykujące się nawzajem, a Ty nie wiesz, której z nich masz usłuchać.



Punkt pierwszej pomocy



Pamiętaj, że piszemy tu o wychodzeniu z chorych, toksycznych, przemocowych związków.
Chory związek to chory jego koniec. Tu nic nie będzie ani łatwe, ani normalne. Nieważne, czy rozstajesz się na własny wniosek czy na wniosek partnera. Nieważne, czy był alkoholikiem, przemocowcem, starym capem gustującym w pannach w wieku jego własnej córki, socjopatą, narcyzem, hazardzistą czy jakąś inną postacią choroby, zwyrodnienia lub wynaturzenia. Nieważne, czy Ty jesteś nosicielką własnego problemu - DDA, DDD, KKZB.[1]

To wszystko jest bez znaczenia, bo ten związek zwyczajnie Cię wykańcza i czujesz, że dłużej tak nie możesz żyć. Ale to tylko na poziomie rozsądkowym. Na poziomie emocjonalnym cała ta sprawa żyje jakby własnym życiem i w tym musisz sobie pomóc.

Mam dla Ciebie kilka wskazówek, które pomogą Ci przetrwać najtrudniejszy, początkowy etap czyli fazę ostrą.

A więc zaczynamy:

1. Masz prawo płakać, złościć się, wymiotować, rozmazywać gile po twarzy.

2. Nie wolno Ci myśleć o „waszych” pięknych chwilach, słuchać „waszych” melodyjek i oglądać romansideł.
„Piła 3” jest odpowiednim filmem dla Ciebie. Przynajmniej zobaczysz, że inni mają gorzej J.

3. Pisać, pisać, pisać. Nie wysyłać, nie wysyłać, nie wysyłać. Wyrzygaj do komputera albo notesu-dramatesu (trzymaj przy łóżku) wszystkie negatywne emocje. Spisz swój dziennik emocjonalny, ale pod żadnym pozorem nie wysyłaj tego do niego. To byłaby forma tłumaczenia się albo próba manipulowania nim, a ani jedno ani drugie nikomu nie jest potrzebne.

4. Poszukaj dobrego forum takich samych nieszczęsnych jak Ty i wypluj się tam do oporu. Dasz upust emocjom i nie będziesz rozrabiać w realu. Potraktuj to jako terapię grupową.

5. Terapia indywidualna - czasem trzeba. Kiedy już same sobie nie dajemy rady, kiedy pojawiają się myśli obsesyjne (albo, co nie daj Boże, samobójcze), kiedy zaczynamy wisieć nad urwiskiem, to trzeba umieć poprosić o pomoc. I najlepiej fachowca. To nic wstydliwego. Czasem konieczne będzie wsparcie chemiczne. Też dla ludzi.

6. Pracować, żyć, sprzątać - funkcjonować, bo jak upadnę, mogę nie wstać.

7. Jeśli upadnę, to nadal mam szansę się podnieść.

8. Szukaj ludzi - współczujących, empatycznych, znających temat. Oni będą rusztowaniem.

9. Staraj się znać granice w zanudzaniu otoczenia swoim nieszczęściem, bo cię wyeliminują.

10. Sport, sport, sport = endorfiny = trochę otuchy.

11. Zmuś się do wyjścia między ludzi, szukaj nowych aktywności, żeby choćby na 10 minut oderwać myśli od niewygodnego tematu.

12. Skończ z szukaniem winy w sobie i samoobwiniającymi myślami („Jak mogłam być taka ślepa, głupia”. Nie jesteś ani ślepa, ani głupia. Jesteś może zbyt ufna, może zbyt kochająca, ale to się da naprawić.)

13. Wykopałaś go? Brawo! Sam poszedł – tys piknie. Nie czekaj na jego powrót. Chrzań to. I tak nie wróci, a jak wróci, to dokopie jeszcze mocniej.

14. ZERO KONTAKTU. Żadnych SMS-ów, śledzenia, pisania, proszenia, szkodzenia, zemsty. Nie zamieniaj się w obsesora ani żałosną żebraczkę.

15. Jak się złamię (napiszę, będę prosić), to sobie wybaczę i zacznę próbować od początku.

16. Przypomnę sobie poprzednie związki. O nich już nie myślę, więc i o tym przestanę.

17. Lista kontrolna. Sporządź listę jego negatywnych cech, tego, czym Cię krzywdził? Zdradzał, obrażał, bekał, puszczał wiatry i sikał na deskę, nigdy nie robił zakupów, przepijał domowy budżet, lekceważył, no ... może więc wcale nie był taki idealny. Czy aby na pewno chcę jego powrotu i żyć z nim aż do śmierci? Lista musi być szczegółowa i w pogotowiu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy dopadną Cię dwaj wrogowie: ckliwość i sentyment.

18. Nie szukaj klina. Jeszcze nie jesteś gotowa. Teraz przyciągniesz tylko kolejną taką samą łajzę jak ta, od której uciekasz.

19. Nie pij. No, może odrobinkę. A najlepiej melisę. No dobra, nie bądźmy pruderyjne – 50-ka wódki nie zrobi z Ciebie alkoholiczki.

20. Spróbuj czegoś, czego nie próbowałaś nigdy wcześniej - skok na linie, bębny afrykańskie, łyżwiarstwo figurowe, inne dziwolągi (tworzymy nowe połączenia nerwowe w mózgu – nie związane z TAMTYM ŻYCIEM).

21. Fryzjerka, kosmetyczka, nowy krem, masaż, botox, pedicure, doklejane rzęsy i wszelka inna cholera, o ile tylko sprawi to, że poczujesz się ładniejsza, lepsza, atrakcyjniejsza i nie taka znów ostatnia.

22. On może mamić, wracać, obiecywać, zaklinać się, podcinać sobie żyły, ale to tylko spektakl wynikający z jego nudy i obliczony na twoje słabości. Możesz być jeszcze uczciwym wyborem jakiegoś fajnego faceta a nie skutkiem ubocznym histerycznej łapanki znudzonego toksyka.

23. Wszelkimi dostępnymi sposobami pracuj nad odbudową poczucia własnej wartości.

24. Czytaj dużo literatury fachowej („Literatura”) - poszukuj problemu w sobie. Przyda się na przyszłość. Szukaj odpowiedzi na pytanie „Jak w to bagno wlazłam?” a nie „Dlaczego nie udało mi się w tym bagnie utrzymać?”.

25. Rób sobie drobne przyjemności. To wbrew pozorom nie jest takie proste zadanie, ale można się tego nauczyć - delektuj się kąpielą z bąbelkami (to nic, że będziesz jednocześnie płakać i smarkać do wanny); idź do sauny; wpuść psa do łóżka; nie sprzątaj mieszkania, albo na odwrót - wypucuj je przeganiając starą energię.

26. Stawiaj sobie drobne codzienne cele. Spisuj zadania do zrobienia na następny dzień. I tak wykonasz z tego tylko 10%, ale będziesz miała świadomość, że JAKOŚ ogarniasz tę przytłaczającą codzienność.

27. Popatrz na świat z innej perspektywy - wyjedź gdzieś choćby na dwa dni, zmień horyzont i powietrze. I, na miły Bóg, nie w miejsca, w których byłaś z nim.

28. Wyrzuć wszystko, co ma z nim związek. Bez przytulania i wąchania jego ulubionego swetra, bez przyglądania się zdjęciom i analizowania „Jak to byliście WTEDY szczęśliwi”, spal symbolicznie jego zdjęcie paszportowe. Taka wschodnioeuropejska odmiana voo-doo jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

29. Jak da radę - zmień mieszkanie. Nic bardziej nie przygnębia niż wracanie do „waszych” pustych ścian.

30. Zmień sygnał telefonu i przychodzących SMS-ów. Stary dzwonek to dzwonek oczekiwania na SMS albo telefon OD NIEGO.

31. Nie trać z oczu kwestii formalno-prawnych. Od ich rozwiązania może zależeć Twój przyszły byt i komfort psychiczny. Zabierz się za to natychmiast. Prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Poszukaj bezpłatnej (a jak Cię stać, to odpłatnej) konsultacji prawnej, podatkowej, wszelakiej. To też pozwoli Ci się oderwać i zapanować nad chaosem. Za jakiś czas sama sobie podziękujesz za tryumf rozsądku nad emocjami.

32. Zainwestuj w dobry stanik i czerwone szpilki. Plecy proste, brzuch wciągnięty - biodra same chodzą. I KONIECZNIE uśmiech. Wiem - nie do śmiechu Ci teraz i musisz trochę poudawać, ale to procentuje, bo mózg podobno samoczynnie reaguje na to charakterystyczne napięcie mięśni wokół ust :-).

33. Nie leż długo w łóżku. Jeśli w nocy nie możesz zasnąć - wstań i zrób coś pożytecznego, wypij kubek ciepłego mleka. Rano, zaraz po obudzeniu, jak najszybciej ewakuuj się z pościeli. W Twoim aktualnym stanie zaleganie w łóżku to wspaniały sposób na popadnięcie w depresję.

34. A nade wszystko zapamiętaj: Ten, kto wyrządził Ci krzywdę nie jest wart Twoich łez, a ten, kto jest ich wart, nigdy nie wyrządzi Ci krzywdy.



DDA - dorosłe dziecko alkoholika
DDD - dorosłe dziecko rodziny dysfunkcyjnej
KKZB - kobieta kochająca za bardzo (co w zasadzie jest pochodną dwóch poprzednich)


200 komentarzy:

  1. Podpisuję się rękami, nogami i zębami. Świetne... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ileż tu mądrości ... muszę powiesić przy lóżku i czytać codziennie jak 10 przykazań Bozych. To bedzie działało >WIEM i CZUJE TO<

    OdpowiedzUsuń
  3. znalazłam ten blog i dziękuję,czuję, że jestem reanimowana...
    u mnie dopiero początek

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko czego wydaje Ci się że nie umiesz zostało Ci skutecznie wmówione przez tzw. pranie mózgu. Niewiele z tego to Twoje myśli i uczucia i uwierz mi czasem trzeba sobie to tłumaczyć 100 razy dziennie. Ostatecznie wszystko tak naprawdę zależy od Ciebie....kasja

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasja
    tak niewiele mnie we mnie, teraz czytam, czytam...
    jak mogłam zrobić to sobie i dzieciom(?)
    nie mogę uwierzyć w myśl ślepo pojętej odpowiedzialności
    tyle lat,pozwalałam na to aby mi wmawiano, że jestem do niczego,głupia i psychiczna
    w poczuciu lęku depresji, braku sił zwalniałam się z kolejnej pracy aby stawać się jeszcze większą ofiarą.Bezbronną psychicznie i ekonomicznie.
    Straszne, ale ja sama na to pozwoliłam.
    Berna



    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mów że jakiś Pan ktoś Cię zmusił do rezygnacji z pracy? Tylko Twoja niezależność i zdrowie są gwarancją dobrych stosunków z ludźmi i szacunku do siebie. I tego żeby Twoje dzieci miały mamę,która będzie wzorem odwagi.... I nie jesteś ani głupia ani psychiczna. Każdy popełnia błędy.. i jak pięknie napisała Maja liczy się tylko moment świadomości....pozdrawiam Kasja

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za tego bloga! Ja dopiero doświadczam "przebudzenia", nie do końca wiem, co myśleć i co tak na prawdę działo się w moim związku przez ostatnie dwa lata,ale działo się mnóstwo złego i dzięki Twojej opowieści oraz połkniętej dziś dosłownie książce "Psychopaci są wśród nas" zaczynam widzieć ostrzej...Ciągle tkwię w fazie swoistego obłędu i zagubienia,mam przebłyski zdroworozsadkowego myslenia,kiedy coś mówi mi "uciekaj,spierdzielaj poki czas i poki masz na to jeszcze siłę", chwilę później wraca naiwność i to idiotyczne miłosierdzie,ślepota,przeświadczenie o wyjątkowości naszej więzi...pozdrawiam Was dziewczynki! Pomieszana

    OdpowiedzUsuń
  8. O! Kolejna dwugłowa :) Witaj. Dla zasady zawsze proszę o zmianę nicka z samobiczującego na coś bardziej autoafirmującego :) Żadna pomieszana. Skoro tu trafiłaś, to jesteś jak najbardziej normalna, tylko zwyczajnie zdezorientowana i zmęczona. Szukasz rozwiązań, a daleko nie każda w tej sytuacji potrafi w ogóle wymacać, gdzie leży problem i podjąć jakieś realne kroki. Choćby poszukiwania w Internecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. psychofaga się nie zbawi. nie uratuje, nie uleczy. a oni często wybierają takie kobiety, które maja poczucie "misji". które z natury są dobre, pomocne, wspierające, tolerancyjne. z jednej strony niby słabe, a jednak silne psychicznie. i odpowiedzialne. odpowiedzialne aż za. bo rowniez czują się odpowiedzialne za faceta. takie kobiety są wprost dla nich idealne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Maju..czytam Cie od jakiegos bczasu, chyba gdzies pod skora przeczuwalam, ze u mnie w zwiazku nic nie jest tak, jak powinno. Rozwiedziona, z malym dzieckiem za wszelka cene staralam sie stworzyc malemu nowa rodzine. I stworzylam. Dwa tyg temu wprowadzilismy sie do naszego domu. Dzisiaj sie dowiedzialam ze od kilku miesiecy ukladal sobie na boku zycie z inna... Siedze i czekam na jego powrot z pracy. Przeslij mi pozytywnej enerii, bo ile bym od niego nie dostala po tylku bardzo ladnie lykam te nikle checi jego dalszego trwania w tym zwiazku, lykam wciaz te slodkie obietnice dawane bardziej od zniechecenia i na odczepnego. Aga

    OdpowiedzUsuń
  11. Aga, na co czekasz? Na kolejne kłamstwa? Chcesz, ja Ci je poopowiadam. Znam KAŻDE. Założymy się? Dziś wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu, ale Ty sama też to wiesz, tylko jesteś sparaliżowana, jak po ukąszeniu gada. Nie siedź i nie czekaj. Działaj! Później sama sobie podziękujesz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja usiłowałam dowiedzieć się konkretów o przeszłości mojego psychofaga od jego mamy i ona już wtedy wiedziała,że jest między nami bardzo źle, mimo wszystko wykręcała się od odpowiedzi na moje pytania,nie powiedziała mi tego, co o nim wiedziała, a co ułatwiłoby mi decyzję. Mam do niej żal. Wiem,że to jej dziecko, ale mimo wszystko jestem rozgoryczona tym,że nic nie powiedziała.Nie rozumiem tego, czuję się oszukana również przez nią...uważacie,że postąpiła właściewie kryjąc go? wiedząc,że w przeszłości krzywdził inne kobiety?że miała do tego prawo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka psychofaga jest przecież w jakiejś części współtwórcą jego wynaturzenia. Zapewne wielkościowa, troskliwa do przesady itp. I zmęczona już. Dlatego szuka zastępstwa. Teraz czas na nową - pełną zapału służącą.. I dlatego nie usłyszałaś prawdy. Zapomnij o solidarności jajników.
      Pozdrawiam
      Hexe

      Usuń
    2. Genialne w swej prostocie!
      No ta! Chodzi o zastępstwo...

      Usuń
  13. krótki komentarz do: "Jak da radę - zmień mieszkanie. Nic bardziej nie przygnębia niż wracanie do „waszych” pustych ścian."
    Ja tak zrobiłam, on został w naszym i mieszka tam z niunią.
    Cierpię podwójnie bo tęsknie, ale nie za nim tylko za moim mieszkaniem które sama dopieszczałam i urządzałam. Mam silną więź z domem, taka typowa domatorka.
    Czuję się teraz jakbym to ja zrobiła coś złego, jakbym była winna rozpadowi małżeństwa i to ja zdradzała.
    Nie przemyślałam tego, że to on powinien cierpieć i tęsknić a tak ilość domowników się zgadza. To nie jemu zmieniło się życie o 180st.

    Ale pewnie gdyby było odwrotnie nienawidziłabym naszego mieszkania..

    OdpowiedzUsuń
  14. Z pewnością byś go nienawidziła. Orwell powiedział: Najszybszy sposób na zakończenie wojny to ją przegrać. Czasem tak trzeba, żeby wygrać o wiele więcej. Wyobrażasz sobie, co by z Ciebie zostało, gdybyś chciała się wdać w tamtym stanie psychicznym w szarpaninę o tych parę metrów? Ja wiem, że to nie o metry chodzi tylko o godność, o Twoje miejsce na ziemi, ale czyż budowanie nowego życia w nowym miejscu nie jest zdrowsze? Ja swoje nowe mieszkanie kocham tak, jak jeszcze żadnego dotąd. Wolne od całego szamba, które tam się wydarzyło i tam pozostało. Nowe życie może być WSZĘDZIE.

    OdpowiedzUsuń
  15. Maju dziękuję. Właśnie po 17 latach uświadomiłam sobie że czas na zmiany. Dzięki tobie zrozumiałam, że jestem w związku z człowiekiem ktory nie pije..., nie bije...dziury nie zrobi ale krew wyssie...i całą resztę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lepiej późno niż później :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nazywam się Ania, mam 38 lat rok temu uciekłam do przodu:) ale nadal mi ciężko i nadal ma zawieszki.Nie umiem sobie wybaczyć swoich ostatnich 10 lat życia i strachu mojego dziecka.
    Widzę z całą ostrością i to mnie dołuje.
    Ani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, czasem wydaje mi się, że dopiero to wybaczenie sobie samej pozwala pogodzić obie głowy. Dopóki same siebie oszukujemy i żyjemy z przemocowcem - jesteśmy zrezygnowane, bo żyjemy w podwójnej rzeczywistości. Potem, kiedy już przestaniemy się samooszukiwać - trafia nas wściekłość, że tak długo byłyśmy bezwolne. No cóż. Nie każdy jest kowbojem od urodzenia. Czasem trzeba się nim stać. Nie dołuj się. Tych 10 lat to był czas na STAWANIE SIĘ... kimkolwiek stać się chciałaś.

      Usuń
  18. Maju, dziekuje Ci bardzo.
    Bardzo potrzebuje wsparcia. Moje dwie glowy tocza ze soba ostra walke. W pewnym momencie juz prawie uwierzylam, ze nie powinnam skladac zeznan, ze to ja jestem zla.
    On byl w zeszlym tygodniu u swojej adwokatki, ktora podobno zasugerowala, ze najlepiej bedzie jesli nie przyjde do sadu, wtedy sprawe umorza itp.itd.Przepraszam, pisze chaotycznie...Chodzi o to, ze jestem w takim stanie, ze naprawde najchetniej, nie poszlabym do tego sadu,zeby to sie jakos samo poukladalo...ale nie moge, bo musze chronic swoje dziecko, i zachowac twarz w jego oczach.Tlumaczylam, ze nie ma takiej mozliwosci, zebym nie przyszla, bo dostane kare grzywny, psychol jednak sugeruje, ze tak nie jest.
    Bardzo staram sie byc dzielna, myslec logicznie w miare mozliwosci, jednak czuje sie bardzo osamotniona w swojej walce.
    Od soboty, kiedy mnie napadl telefonicznie, mam totalny regres, ktory poglebia fakt, ze siedze sama w domu.Rozmyslam, czuje sie samotna, zaczynam zalowac ( czego?) i odpalam papierosa od papierosa.
    Juz tak bardzo dlugo sie mecze....
    Co mnie jeszcze szokuje w tej sytuacji...Mysle, ze wiekszosc facetow w takiej sytuacji probowalaby pokazac, ze pracuje nad soba, ze cos ze soba robi. Moj psychol nadal nie pracuje, kolezanka zaoferowala biedakowi pokoj, wiec on siedzi, placze nad soba, ze go wyrzucilam z domu, wyzywa i obmysla zemste ...

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajek w tej fazie nie rzucisz więc nie namawiam, ale skoro już siedzisz w chałupie to przynajmniej zrób generalne porządki - wszystkie ciuchy, pamiątki, szafki od podłogi aż po dach. Pozbądź się wszystkiego, co ... nosi wrażą energię, odkadź każdy sprzęt. Skoro nie możesz wyjść z domu (rozumiem, współczuję) to przynajmniej zrób taką drobną rewolucję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowa.. Nie poddawaj się. Boże poszłabym z Tobą, dokładnie wiem co czujesz.. Ja miałam to samo..jak poszłam składać zeznania. Bałam się zemsty, nogi jak z waty. Jakoś on się nie bał zaskarżyc mnie o zaniedbywanie dziecka..Wiem ,że to straszne co napiszę ,ale musisz w tej chwili być bardziej bezwzględna niż on. Nie pokazywać strachu.(ja po wszystkim wylądowałam w łazience i wymiotowałam nie wiem czym przez pół godziny, jakbym wypluwała demona..)Wyrzuciłam wszystko co mi się z nim kojarzyło, wszystkie pamiątki zdjęcia, nawet swoje sukienki i koszulki które lubił..
    Ha..mój też stracił pracę, i taki jeszcze śmie twierdzić ,że jest w czymś lepszy. To Ty jesteś górą!!! Potrzebuje Cię bo jesteś silniejsza od niego! Żeby Cię upić ,wyssać!
    Nic tak na mnie nie działa jak moje dziecko..Poczytałąm sobie historię Mai.. Ryczałam jak bóbr.. Pomyśl o dziecku.. To doda Ci sił...to Twoja motywacja, miłość wiara i sens życia.Jestem z Tobą całym sercem:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Maju, Kiki!

    Dziekuje Wam bardzo.
    Juz troszke lepiej, slonko dzisiaj swieci;-)Bedzie dobrze.Musi byc dobrze.
    Milego dnia!

    Isaura( ta od sadu)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobry wieczor.


    Tak sobie Dziewczyny dzis rozmyslam w temacie potwornej sily uzaleznienia od psychofaga( ow).Nie wiem jak jest u Was, czy wasze fazy tez byly tak gwaltowne... O co mi chodzi? Otoz czesto jest tak, ze budze sie rano, umysl mam czysty i jasny, usmiecham sie, et cetera, potem pojawia sie mysl o psychofagu, probuje ja odpedzic, czasem sie uda, ale jesli sie nie uda, spirala sie nakreca...jakas obsesja sie zaczyna, gonitwa mysli,placz i ostatnio zdalam sobie sprawe, ze musze sama przed soba chowac telefon, bo boje sie, ze zadzwonie. Oczywiscie, znam mechanizm, nie dzwonie, ale ile mnie to sily kosztuje, sama siebie wtedy nie lubie...Ciezka to praca. Ostatnio zastanawialam sie, ze moze warto siegnac po jakies wsparcie farmakologiczne, bo te mega zjazdy wyniszczaja, a ja tak bardzo chce byc pogodna, stabilna emocjonalnie osoba.
    Co myslicie o farmakologicznym wsparciu?

    Isaura

    OdpowiedzUsuń
  23. Isauro, ja raz skorzystałam. Była to pochodna prozacu. Dość szybko zaczęłam normalnie spać i funkcjonować. Po 3 miesiącach łagodnie odstawiłam lek. Czasem to ma sens, z tym, że u mnie to były objawy depresji, narastające. Nie wiem, co miałby do zaproponowania psychiatra w takiej sytuacji, jak te nagłe emocjonalne zjazdy. Może warto po prostu dowiedzieć się u źródła?

    OdpowiedzUsuń
  24. Teraz, Isauro, są leki, które nie uzależniają, a przynoszą ogromną ulgę. Doprawydy nie ma się czego bać, ale też zdecydowanie odradzam przeprowadzanie eksperymentów na własną rękę. Rozwalona psychika to nie katar.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziekuje.
    Chyba Marys sie wybiore po te pochodna prozacu;-)Zrobie wszystko by uciec do przodu, wyzdrowiec. Te zjazdy wykanczaja i sa niebezpieczne, bo to sa dwa ekstrema, przy czym dzieje sie to dosc gwaltownie, niby jest ok, a za moment mnie zgina wpol i wykreca od cierpienia. Nie chce sie nad soba rozczulac tylko zrobic z tym porzadek, bo mam dziecko, prace oraz psa,nie moge nawalic;-)

    Kiki Ponczoszanko!

    Chcialam do Ciebie napisac juz wczoraj. Czytalam wiele Twoich wpisow i oczom nie wierze.Twoj psychol to klon mojego, jak pisalas o sobie, o swojej przeszlosci, rowniez moglabym sie pod tym podpisac, czuje tak samo, mam podobna przeszlosc. Dodatkowo u Ciebie tez skonczylo sie policja i sadem.
    Przytulam Cie bardzo mocno i mimo, zem tez jeszcze slaba, wierze, ze damy rade, tak jak Maja, Vena, Marys, Walkiria i cala reszta Wielkich Kobiet.
    Pisz jak najwiecej.

    Isaura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isauro - Nike...Tak wydają mi się oni podobni..I my się wydajemy sobie podobne. Wszak jesteśmy normalnymi wrażliwymi.. kochającymi za bardzo kobietami.. haa właśnie dzwoni..Przepraszam ale odebrałam i się uśmiałam.(jutro wygasa mój nr. się zdziwi, to była ostatnia rozmowa) Wiecie co do tej pory się bałam i... chciałam zawsze pokazać czy też pozostać tą "dobrą".. A teraz kiedy on skamle, odwróciłam swoją rolę tylko tym razem czuję ,że naprawdę tak jest. A jest tak ,że nie chcę z nim być nie chcę tak żyć!Dla niego o jest szok. Kiedy usłyszał ,że go "nie kocham" , że nie obchodzą mnie tłumaczenia , nie obchodzi mnie z kim będzie czy był i że dla mnie nie istnieje..ze zawsze byłam w porządku ,tą "utrzymującą wszystko w kupie" finansowo i moralnie i że jest parodią mężczyzny. Nic mi nie może zrobić niczego zabrać.I właśnie tak jest.Pokaż bazyliszkowi lustro:) Przecież gdyby tak nie było gdybyśmy były ofermami to by nas nie zauważyli. Jedyny nasz szkopuł to nadwrażliwość.Ale to oni nam przecież pokazali jak można być podłym i wyrachowanym i teraz ich sposobem można się wykaraskać z tego co nam zgotowali. Nie krzywdząc nikogo. Uwalniając siebie.Zorganizowałam się tak ,że przez nabliższe dni nie będę sama wracać z pracy. I każda kolejna jego próba zbliżenia się do mnie bedzie kończyła się wezwaniem policji.Zrobiłam to już dwa razy ,wie ,że zrobię jeszcze.Jak zdobędzie nowy nr telefonu- mam już sprzęt do nagrania rozmowy. Wyprzedzę każdy jego ruch. Dotarło do mnie ,że to nie człowiek- tylko zombie.To mi się wydawało ,że mnie kocha a on mi przedstawiał dowody na to ,że mnie nie kocha(kłamstwa ,manipulacja ,zdrady, wyciąganie pieniędzy)- tylko potrzebuje w jakimś określonym sobie celu.To ,że my ich kochałyśmy świadczy tylko dobrze o nas..Żaden powód do wstydu.Już wiem czego chcę, chcę normalnie żyć.Dla siebie, dla swojego dziecka i dla świata który mnie otacza. Czas powstać z kolan!Idę spać. A jutro do boju..:)Dziękuję Ci Maju. Wam wszystkim za niesamowite wsparcie. Maju będziesz u boku św. Piotra z boskiego kielicha spijać nektary. Za uratowanie tak wielu dusz już jesteś Aniołem:)

      Usuń
  26. Tez wczoraj myslalam o Tobie Maju.Ze chcialo Ci sie poswiecic tyle czasu, zeby w taki cudowny sposob spisac swoja historie i udzielic tylu wspanialych rad towarzyszkom niedoli.
    Wierze w prawo karmy, wierze, ze co dobrego damy drugiemu czlowiekowi, to do nas wroci. Predzej albo pozniej. I do Ciebie wroci, Maju duuuuzo dobra;-)
    Jak juz pisalam za tydzien czeka mnie sprawa w sadzie, co mnie wytraca z rownowagi.
    Napisze ostatni raz o psycholu i juz wiecej nie bede, obiecuje...Tylko pozwolcie mi to z siebie wyrzucic...
    Moze sie powtarzam, jesli tak, to przepraszam.
    Prawie 6 lat temu przyjechalismy do Londynu, bo tak mnie kochal i chcial zaczac nowe zycie w nowym miejscu.
    Ciagle byly jazdy, ponizanie, wysmiewanie, placz...bla, bla, bla, kazda z nas to zna.Odciecie od swiata, od pomocy.Jego uzaleznienie, dwie osobowosci, agresja, moja konsternacja. Rownia pochyla.
    Oprocz tego, ze zruinowal mi psychike i pozbawil elementarnego poczucia bezpieczenstwa, zruinowal mnie takze finansowo.
    Dwa lata nie placil zadnych rachunkow, rok nie placil za czynsz, nie pracowal.
    Jestem wyksztalcona, pracuje jako asystent szefa w pewnej firmie, ja rowniez zaczelam miec przez niego dwie osobowosci.
    Jedna, w pracy, w eleganckich koszulach, z make upem zakrywajacym spuchnieta od placzu twarz, a druga w domu, sprzatajaca, przepraszajaca, skaczaca wokol gnoma, zeby tylko nie zrobil kolejnej awantury.Strach i rozpacz.
    Poniewaz mieszkania tu sa bardzo drogie, pracowalam za dwie osoby. Ponad rok.Robilam debety, wykorzystalam karte kredytowa.
    Czasem blagalam go o pomoc, ze juz nie moge, ze nie dam rady, plakalam i prosilam; pomoz mi, przeciez mowisz, ze mnie kochasz. Smial mi sie w twarz.
    Byl bezkarny, nie chcial odejsc, robil coraz koszmarniejsze awantury.
    Balam sie zadzwonic na policje, bo odgrazal sie, ze zrobi cos mojemu dziecku, przypali mi twarz prostownica do wlosow, takie tam.....
    Moj Syn mnie wyzwolil, on zadzwonil na policje...
    Zabrali go, dostal zakaz zblizania sie. To bylo w maju.Powiedzial swojej adwokatce, ze on mnie kocha,on sprzatal, gotowal i utrzymywal dom(!), powiedzial, ze moje dziecko jest prawdopodobnie psychicznie chore i bierze narkotyki.Byl zazdrosny o niego, buntowany przez kogos z zewnatrz(!) i dlatego zadzwonil.
    Wiecie, on naprawde w to wierzy, w te swoja rzeczywistosc. To jest po prostu przerazajace.Ja sie musze z tym wszytkim zmierzyc za tydzien w sadzie.
    Dziekuje, ze moglam to z siebie wywalic.
    Uciekam od tego, bede szczesliwa, poskladam sie od nowa.


    Isaura

    OdpowiedzUsuń
  27. Isauro!
    Żaden mądry psycholog nie skrzywdzi dziecka.Dobrze wiesz ,że to co mówi twój ropuch to głupota i albo wcale tak nie powiedział adwokatce, bo jeśli tak by było to by dziecko skierowali gdzieś na badania-to jego czcza gadanina, paple żeby Cię wystraszyć! Nie rozmawiaj z nim. To on ma się bać! Ty nie zrobiłaś nic złego! Wierz w to ,że prawda wygrywa! Bo wygrywa. W sądzie zachowaj spokój i tym spokojem go sprowokuj do zrzucenia maski. Pamiętaj ,że za ławą nie siedzą durnie. Jeśli on się wysprzęgli ,albo poniesie go fantazja oni to zobaczą, usłyszą. (wiem jak to wygląda z zewnąrz jak słyszałam jak mój gadał tak absurdalne rzeczy wierząc w to, jakby życie za to mógł oddać,np ,że nie nocowałam w domu ,że jak zasnął to mu podłożyłam ciepłe termofory zawinięte w koc ,żeby udawały mnie a ja niby poszłam do sąsiada na sex i on widział jak ja to podkładam i wychodzę w sexownej koszulce- i budzę się rano - bo oczywiście spałam całą noc z nim i dostaję w twarz z okrzykiem gdzie są termofory ku..o?!- Szok.)I grunt żeby się nie zatracić w tym szaleństwie..Stań z boku i przyjzyj się sytuacji.Przecież to on nie pracował, wszystko było na Twojej głowie.Niewdzięczny pasożyt.. Bądź spokojna, bądź mądra ,bądź prawdziwa, bądź sobą, bądź piękna. To Ty jesteś Górą.Dziewczyno nie jesteś niczemu winna.Jedyny Twój błąd to to że mu zaufałaś. To on powinien być przerażony- ale nie licz na to. On nie ma uczuć.Nie oczekuj niczego ludzkiego z jego strony. Długo to do mnie docierało i dotarło.Potraktuj jak chorego. Ale nie lituj się.Nie płacz nad płaczącym bazyliszkiem, bo Cię zje.I odetnij się od niego.Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  28. "Samotność jest ceną wielkości i nie ma od tego ucieczki."
    Waldemar Łysiak

    Alaska, To tylko etap. Te najważniejsze myśli przychodzą właśnie w takim stanie. I nie ma od tego ucieczki :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dzięki Maju:) Co by się bronić przed wyjnią idę zrobić pranie. Ręcznie. Powinno pomóc:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Isaura zmień nicka ten się tak źle kojarzy, przecież juz nie jesteś niewolnicą
    ALASKA ja też dzisiaj źle się czuje ,ale nie jestem samotna
    Mam coś cudnego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    grypę jelitową
    Bardzo pomaga.....
    A serio to przytulam Cię i posmućmy się razem , albo uśmiechnijmy

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziewczyny, ten blog jest świetnym przedsięwzięciem,jestem tu z Wami od ponad miesiąca, co bardzo mi pomaga. Mam za sobą wizytę i pani psycholog, która uświadomiła mi,że sama swoim zachowaniem budowałam tę naszą "psychofażą" sytuację. Nie zdawałam sobie z tego sprawy i wydaje mi się,że wszystkie powinnyśmy się nad sobą bardzo głęboko zastanowić. Ja wiem,że dodajemy sobie tutaj otuchy, po to jest ten blog, ale to nie jest ( nie zawsze) tak,że my "tylko" kochamy za bardzo,ja wiem już, że dolewałam oliwy do ognia ( nie rozgrzeszam jego,nic z tych rzeczy) ale na prawde warto, jak już będziecie mieć na to siłę i czas, wejrzeć w siebie bardzo głęboko. Ja staram się to robić i dotarło do mnie, że jeśli nad sobą nie popracuje, to w każdym następnym facecie,jaki by nie był, będę budzić psychofaże skłonności...trzymajcie się dziewczyny! Przebudzona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz wyżej, żeby nie było posta pod postem. Wczoraj wejrzałam w siebie na spokojnie i znalazłam mierniutkie poczucie własnej wartości (dziękuję rodzice!). Nad tym teraz popracuję. Będę wreszcie należycie ceniła siebie i swoje dobre samopoczucie. Zasługuję na znacznie więcej, niż dodatkowy etat przy obsłudze osoby niewydolnej życiowo.
      Przebudzona, dziękuję za trop
      Hexe

      http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/program-walki-z-niskim-poczuciem-wartosci/

      Usuń
  32. Jak można, Anonimowa, napisać coś takiego? Sprawdzałaś, czy Twoja pani psycholog ma w ogóle jakiś dyplom, czy umie tylko kasę trzepać, robiąc ofiarom przemocy wodę z mózgu? To pewnie ta z tych, które opowiadają ofiarom gwałtu, że sama sobie "zbudowała" gwałt i że sama sobie jest winna, a kobietom co rano bitym i lżonym przez jakieś sadystyczne zwierzę, że sama na siebie kręci bat. Słyszałam już takie brednie i ani minuty nie będę się nad tym zastanawiać i swoim czytelniczkom też bym nie radziła, bo tylko ugruntowuje w nich i tak już nadmierne choć niesłuszne poczucie winy wobec oprawcy i na dodatek utwierdza je w jakimś idiotycznym współudziale. Jedyną naszą winą i naszym współudziałem była ufność i nieustające wybaczanie. Koniec i kropka. Owszem, oni sobie specjalnie wyszukują takich jak my - mają na nas jakiś specjalny radarek. Najpierw się upewniają, czy jesteśmy wystarczająco grzecznymi dziewczynkami, czy pasujemy do ich pasożytniczego i sadystycznego scenariusza i w trakcie „obróbki” ani pikniemy. Na drugim biegunie są takie, których nie tkną, bo one nie dadzą się tak wykorzystać i wkręcić w mechanizm tak wycieńczający, że w ostatecznym rozrachunku puszcza w ruch coś, o czym Twoja pani psycholog pewnie nie słyszała - dramatyczny trójkąt Karpmana. Jak sobie o nim poczyta, to niech wtedy spróbuje z Tobą dojść do tego, co zapoczątkowało ten proces - domniemane ułomności ofiar przemocy, czy stosowane na nich psychozabawy.
    A jeśli chcesz mi powiedzieć, że psychopaci, narcyzi, mizogini KOCHAJĄ ZA BARDZO to sorry, ale ja w to nie wchodzę. To jakby powiedzieć, że rzeźnik też NA SWÓJ SPOSÓB kocha zwierzątka.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kurcze, może nienajlepiej ujęłam w słowa to, o co mi chodzi, absolutnie nie rozgrzeszam facetów, którzy krzywdzą i są porąbani z bliżej nieokreślonych powodów, nie ma takiej sytuacji, w której kobieta będąca ofiarą przemocy ponosi winę. To jest jasne. Rozmowa z psycholog w zasadzie rozpoczęła się od trójkąta Karpmana. Chodzi mi o to,że kobieta, która z natury wchodzi w role wybawiciela będzie usiłowała wchodzić w tę rolę nieświadomie w każdej życiowej sytuacji, również z kolejnym partnerem,również w pracy, w relacjach z dziećmi itd. Jeśli trafi na wykolejeńca-wiadomo skończy się krwawo- jeśli trafi na normalnego faceta, będzie "tylko" sfrustrowana. Ja chcę wiedzieć, jak to zrobić,żeby nigdy więcej nie wejść w taki chory trójkątny układ...bo przecież każda z nas w którymś momencie zaczęła grać w tę grę i po drodze kiedy gra nabierała tępa każda z nas miała przebłyski świadomości a raczej normalności, prawda? Mimo wszystko gra toczyła się dalej w najlepsze...dlaczego? Bo zaburzony facet ma tak wiele sprytnych trików w rękawie? no ma, ok. A my jesteśmy zbyt dobre i zbyt naiwne.Ok. Ale na tym się chyba nie kończy ani nie zaczyna nasza życiowa historia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to właśnie tu jesteśmy - przepracowujemy naszą historię, odrabiamy zadaną lekcję. Te które uczciwie pochyliły się nad tematem pewnych błędów nie popełnią już nigdy. Co nie zmienia faktu, że każda kobieta ma prawo być sobie dowolnie opiekuńcza i ufna, ale nikomu nie wolno tego wykorzystywać i pastwić się nad jej godnością. Nie podoba się panu? Wypad z baru i niech szuka femme fatale, która złoi mu dupę. Jeśłi to go podnieca, to po co szuka (ZAWSZE) takiego a nie innego typu? Bo ten typ właśnie dostarcza mu podniety, bo z tego typu najlepiej kształtuje się ofiarę.

      Usuń
    2. Życiowa historia... Zabiłaś mi ćwieka Anonimowa. Od zawsze byłam Wybawcą, ofiarą też i wściekałam się ostatecznie też. Aż dostałam po dupie tak, że nigdy więcej tego trójkąta. Uczę się działać wolniej - dłużej myślę, nim odruchowo pomogę. Już potrafię różnym paskudnym powiedzieć NIE. Nie będę ofiarą bo NIE. Słowo NIE jest takie ładne i dosadne.
      Hexe

      http://www.analizatransakcyjna.pl/artykul/trzy-twarze-ofiary-lynne-forrest-2007/23

      Usuń
  34. Maju Kochana, jutro po raz SZÓSTY (niestety) zdaję egzamin na prawo jazdy. Bardzo sie boję, strach mnie paraliżuje. Proszę, napisz mi, jak sobie z tym strachem poradzić.... Będę również wdzięczna za dobre rady od wszystkich, którzy mają ten egzamin za sobą:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Alasko, nie potrafię robić TAKICH RZECZY jak odganianie strachu :)
    Ale może posłużę się swoim przykładem. Od kiedy kopnęłam w dupę psychofaga i dałam sobie radę ze wszystkimi stanami temu procesowi towarzyszącymi, to pomyślałam sobie, że potrafię absolutnie WSZYSTKO. I to nie są żarty. Nastawienie, przekonanie o wygranej potrafi w 90 procentach zdeterminować sukces. Teraz podobno zdaje się i po kilkanaście razy więc na Twoim miejscu zwyczajnie założyłabym, że tak też się zdarza i konsekwentnie proces powtarzała. Nie musisz być mistrzem kierownicy, wystarczy, że będziesz prowadzić poprawnie a to też przychodzi w miarę praktyki. Ja zdawałm już wieki temu i myślałam, że się ze strachu zesram. Jednak mój niezapomniany nauczyciel (do dziś pamiętam jego nazwisko) chociaż był kosą podczas wszystkich jazd, to na egzaminie okazał się najbardziej wspierającym mnie aniołem. Nie wiem, jak jest teraz ale wtedy nauczyciel jeździł razem z egzaminatorem i kursantem. Widziałam go w tylnym lusterku a on cały czas robił do mnie śmieszne miny i podbudowujące gesty. Pomyśl sobie dziś, że w tylnym lusterku widzisz kogoś życzliwego.

    OdpowiedzUsuń
  36. Maju, Kochana, dziękuję. Będziesz za mnie trzymać kciuki?

    OdpowiedzUsuń
  37. Maju, już wiem co zrobię. Położę sobie na tylnym siedzeniu kartkę, na której napiszę Twoje imię. Tak więc będziemy zdawać razem. Jutro mamy egzamin o 7.30. Zgodzisz się ze mną zdawać?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alasko. Powodzenia. Ja zdałam za pierwszym razem:) Pomyśl ,że to wycieczka, zwykła przejażdzka, i że nawet jak nie zdasz to będziesz wiedziała gdzie popełniłaś błąd co trzeba dopacować.Świat się przez to nie zawali. A Ty się cały czas doskonalisz. Ja jak zdawałam to pomyślałam ,że to ja tu przecież prowadzę a lubię jeździć i chcę jeździć dobrze i bezpiecznie. I pojechałam:)Była wtedy śnieżyca,zaczęło sypać, zmazało pasy..i zakopałam się na zawrotce w bramie.Ale checa pomyślałam i wyjechałam:) Będzie dobrze:)Powodzenia:)

      Usuń
  38. Matko, jaka odpowiedzialność! Ale umowa stoi. Jurto o 7:30 (akurat wtedy wyjeżdżam do pracy. Nawet jak nie rozwalimy tego egazminu, to będziemy się dobrze bawić :)))
    Już widzę minę egzaminatora "Przepraszam, ale przed zapięciem pasów muszę jeszcze wykonać tu małe voodoo, pan wybaczy, ale z tyłu pojedzie z nami Maja." Na jego miejscu natychmiast być podpisała się pod zdanym egzaminem. Na wszelki wypadek, żebyś już nie wracała. Kocham wariatki :) A dziś koniecznie wypożycz sobie film "Happy Go Lucky". KONIECZNIE!

    OdpowiedzUsuń
  39. Maju U B Ó S T W I A M CIĘ:))))

    OdpowiedzUsuń
  40. Maju wszysto super opisałaś czytam to jak Biblię ale nie daję rady z tym wszystkim co mi zgotował eks mąż/ znowu mu zaczełam ufać i nowy strzał w głowę dostałam. Ciężko po 27 latach małżeństwa pozbierac się i tak zamknąć ten rozdział wspólnego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że brzmi to jak banał, ale zawsze ciężko nam kobietom się pozbierać, niezależnie od tego, ile czasu trwał związek. Wiem też, że słowa "ciężko", "po 27 latach" nie mogą być dla nas usprawiedliwieniem "donicnierobienia". Musimy się podnieść z kolan i iść dalej. Zrobić to dla SIEBIE. Ja etap "kolan" mam już za sobą. Pomalutku idę swoim tempem do przodu.I widzę zmianę. W swoim życiu, toku myślenia. Zmieniłam swoje życie bo tego CHCIAŁAM. I Ty też musisz chcieć.I wtedy wszystko się uda. Zobaczysz. Przytulam Cię Kochana bardzo mocno.

      Usuń
  41. Maju oblałyśmy prawko. Zagadałyśmy się i wjechałyśmy w zakaz wjazdu. Zapisałam nas na nowy termin. Będziemy WALCZYĆ:)))

    OdpowiedzUsuń
  42. Ale my się zagadałyśmy, czy zagadałyśmy się z egzaminatorem?
    Jeśłi to pierwsze, to ja mu się nie dziwię :))
    Jeśli to drugie, to specjalnie Cię zagadał, żeby osłabić czujność.
    Kiedy znów jedziemy?

    OdpowiedzUsuń
  43. To pierwsze Maju:))) Termin mamy na początku grudnia, tylu w naszej miejscowości chętnych. Ale będziemy zaglądać tam co piątek, może uda się wcześniej "wskoczyć". Do tego czasu szlifujemy swoje umiejętności, co by chłopa pokonać. Dziękuję Maju, że ze mną byłaś. Walczymy dalej, Kochana:)))

    OdpowiedzUsuń
  44. Maju!

    Zamawiam na buta koguta;-)
    Bylas z Alaska na egzaminie, badz prosze ze mna jutro w sadzie...pomysl o mnie jutro 15.00 czasu polskiego;)

    Denerwuje sie okrutnie...
    Pozdrawiam

    Isaura...

    ps) od jutro zmieniam nick...chodzi mi po glowie; Ucieklam z Czworakow, albo Ucieknieta Partnerka Leoncia;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, niby byłyśmy z Alaską o krok, ale skutek jednak nie do końca taki, jak zaplanowała. (Chociaż z drugiej strony może mogło być gorzej.)
      Ale ok. Jutro o 15:00, Ucieknięta Partnerko Leoncia. Jak nie wygraną, to przynajmniej zabawę masz gwarantowaną :) Jak zaczniesz ze mną gadać na sali sądowej, jak Alaska podczas egzaminu, to nie ręczę za rekację sądu.

      Usuń
    2. Maju, ja tam nie żałuję, cośmy sobie pogadały to nasze:) Isauro, Kochana, będę jutro z Tobą serduchem i myślami.

      Usuń
  45. Maju, Alasko- buziaki!


    Teraz to juz jestem spanikowana, nie tylko przestraszona...
    Jesli tak sie zdarzy, ze go uniewinnia ( ja juz wszystko zakladam, bo znacie krasomowstwo, placze i manipulacje psychofagow, ktorzy potrafia wszystkich wystrychnac na dudka i zmanipulowac), no wiec jesli go uniewinnia, to powiedzmy sobie jutro o tej porze on moze przyjsc do domu, bo np. uzna, ze on tu przeciez mieszkal, za psem sie stesknil, bo chce zabrac rzeczy et cetera...Ten zakaz zblizania sie zapewnil mi spokoj od maja...Chyba, ze jego ego ucierpialo i nie bedzie chcial mnie znac...
    Takie tam dywagacje...prania narobilam recznego ze 3 sznurki, z pieskiem odbylam kilka dlugich spacerow, kuchnia domyta i wyszorowana, zeby tylko sie czyms zajac, ale mysli nie moge odpedzic za cholere...

    Dobranoc
    Isaura

    OdpowiedzUsuń
  46. Isauro, ja będę ściskać kciuki z całych sił. W swoim czasie, na forum uchodziły za szczęście przynoszące.
    Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  47. A więc tak.
    1. Nienaganny makijaż (maskara waterproof).
    2. Skromna elegancja w ubiorze i w biżucie.
    3. Melisa na godzinę przed.
    4. Stuprocentowe przekonanie, że cokolwiek się stanie, stanie się ku lepszemu.
    5. Nie patrzeć na gnidę i w miarę możliwości nie słuchać jego bredni.
    6. Być pewną swoich racji. TY WIESZ, JAK BYŁO I JAK JEST!
    7. Tak zwany szithepens i sprawa może się zesrać ale martwić będziesz się potem.
    8. Jak zechce przyjść... A czyja to w zasadzie chałupa? No wieć jak zechce przyjść, a ma prawo, to niech przyłazi, zabiera manele i spierdala. Psa zacznij tresować już teraz (masz jeszcze kilka godzin) - szczuj jego zdjęciem gnidy (jeśli jeszcze nie wszystkie spaliłaś) i niech jaja stęsknionemu panu odgryzie.
    9. I najważniejsze - (dla zajęcia głowy) wyobrażaj sobie siebie za rok, w innym świecie.
    10. Pełen wyprost korpusu i jutro o 15-tej czasu polskiego się "widzimy". (ja i jeszcze kilka setek dziewczyn czytających bloga zza kotary).

    OdpowiedzUsuń
  48. Faktycznie nie ma komentarzy.Pamiętam ,że pisałam na wielkie Tak na Twoje Maju 10 przykazań i chciałam żeby Isaura wiedziała ,że ją ogromnie wpieram i trzymam kciuki.I że cokolwiek on nie powie czy zrobi to grunt by dotrzeć i osiągnąć cel .POZBYĆ SIĘ go.Autentycznie o 15 stej myślałam intensywnie o całej tej sprawie. Punkt 15 sta rozdzwonił się mój telefon w zamyśleniu odebrałam nie patrząc na nr rozmówcy i się nadziałam. Haaa. Spokojnie.Wyszłam z tego bez szwanku.Wysłałąm do spierdalarni:)

    Isauro. Jest godzina 17sta. Prosimy się nam zameldować. Ba zaraz przyjadę.

    OdpowiedzUsuń
  49. Maju, Alasko, Walkirio, Kiki!
    Moje Wy kochane...
    Dziekuje,ze ze mna bylyscie...
    Glowa mi peka...Bylo szybko i sprawnie, zupelnie inaczej niz to sobie wyobrazalam...Jaka mu wymierzono kare, dowiemy sie w liscie z policji w ciagu kilku nastepnych dni.
    Mam cudownego, dzielnego Syna...
    Obiecalam sobie, ze teraz bede uciekac do przodu z predkoscia swiatla, dla niego wlasnie!
    Dziekuje, jeszcze raz.
    O psychofagu odstrojonym w iscie pierwszokomunijny garniturek i z mina wyrazajaca chec posiadania rozumu napisze jutro, bom wykonczona.

    Ucieknieta Partnerka Leoncia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, właśnie się LETKO niepokoiłyśmy. Zatem czekamy jutro na szczegóły. I gratuluję z całego serca.

      Usuń
    2. Ufff. No to Alaska prawo jazdy następnym razem ma w garści.
      Buziaki dla Syna. Oni w krytycznych sytacjach okazują się Prawdziwymi Mężczyznami z nieprzekupnym i odpornym na manipulacje duchem.

      Usuń
    3. Nasza Kochana, dzielna dziewczyno:)Tak bardzo się cieszę, że potoczyło się z "górki". A teraz uciekaj do przodu z prędkością światła. Obiecałaś:))) Przytulam Cię do serducha:)

      Usuń
  50. Superrrr:))) Zuch dziewczyna:) Tak, dzieci to my mamy wspaniałe:))) Bo nasze:)))
    oby do przodu.:))))

    OdpowiedzUsuń
  51. Jak tu dzisiaj cichutko:)

    OdpowiedzUsuń
  52. To też dobry znak. Wbrew pozorom.
    Dziewczyny siedzą w kokonach i dojrzewają.
    Ciiiicho. Nie przeszkadzajmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo pracują po nocach :))Pozdrowienia z kokonu oraz całusy

      Usuń
    2. No właśnie. Tym bardziej nie przeszkadzajmy :)))

      Usuń
  53. Maju kochana jesteś. Wiesz o tym?:)

    OdpowiedzUsuń
  54. Witajcie Kochane!

    Obiecalam opisac wrazenia z sali sadowej, lecz dzis co innego zaprzata mysli moje, otoz nie wiem jeszcze jak go ukarali, natomiast wiem, ze zniesli zakaz zblizania sie;-(
    Dzis siedze sobie w biurze, a tu domofon, nic nowego, mysle, dostawcy, ktos z faktura, a tu ,bing bong, psychol przyszedl bezczelnie do mnie do pracy, w odwiedziny wpadl.
    Nogi sie lekko ugiely pode mna, ale twardo powiedzialam, ze sobie nie zycze, nie ma odwiedzin zadnych, a zwlaszcza w pracy.
    Potem telefon , tez do biura, ze on kocha i co sie jeszcze musi stac, bym poprosila; Marcinku, wroc do domu!
    No, sie zagotowalam. Wczoraj wyszedl z sadu!!!Co jest?
    Az mi taka kula stanela w gardle, ze jak to, ze znowu, od poczatku, ze co? na policje mam znowu dzwonic?
    Szlag by trafil!
    A poza tym, do przodu. Ksiazke piekna czytam, bardzo goraco chcialabym polecic. Wzruszajaca, o prawdach odwiecznych- "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk.


    Ex Isaura

    Jutro pokombinuje, jakby tu sie zalogowac!
    Pozdrawiam Was Kobiety

    OdpowiedzUsuń
  55. "Prawiek i inne czasy" powiadasz? Jutro nabędę, mimo że moja kolejka książek do czytania przypomina już kolejki na mieszkanie w czasach PRL-u :) Dziś otwieram biografię Jobsa.
    Jeśli sobie nie życzysz jego wizyt, to od teraz, skoro już wiesz o zniesieniu zakazu, powinnaś być czujniejszą z domofonem, mieć na podorędziu dyktafon, wzywać policję, żeby udokumentować najście. I głównie działać rozsądkiem a nie emocjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam CAŁĄ Tokarczuk. Jest genialna, kojąca, mądra, refleksyjna.

      Usuń
  56. Kochana Maju, była Isauro Alasko ,Wszystkie Cudowne. Tak w kokonie. Ja dziś swój zawijam nawet kolczastym drutem. Taka potrzeba, bo mi podziurawili i skrzydła ledwo pojawiające się na plecach piłą motorową chcieli uciąć... Była Isauro, siostro:) Dzisiaj mi też wparowawszy do pracy i też na M i też że kocha i ple ple ple a ja dziś wizytację prezesów miałam i wszyscy z rodziawionymi buziami a tu scena z brazylijskiego filmiku..Na spokojnie wyprowadziłam na zewnątrz i na Policję dzyńńńńńńńńńńńń!!!!!!!! TAK KOCHANA TAK!!!!!!!! Jak nie zadzwonisz to się to nigdy nie skończy.. Nigdy.. Paszoł won. Naprawdę mam już dość i na jego widok mnie zemdliło..
    Akt drugi..|(brazylijskiego serialu) Pt" Drugi włam do kokonu" - telefon od Mamuni.że synuś się będzie leczył i go nie zostawiaj- szlag mnie trafił. (Eureka) Stwierdziłam ,że nie wiem o jakiego syna chodzi i że ja nie mam syna a jak jakis chce się leczyć to nie u mnie bo ja nie jestem lekarzem i że się pomyliła. I zawijam się w kolczatkę. Niech się ku..wa pokaleczą...Była Isauro.. To nie miłość.Nie słuchaj go.Dobrej nocy:)Kiki

    OdpowiedzUsuń
  57. Pt" Drugi włam do kokonu" - telefon od Mamuni.że synuś się będzie leczył i go nie zostawiaj- szlag mnie trafił. (Eureka) Stwierdziłam ,że nie wiem o jakiego syna chodzi i że ja nie mam syna a jak jakis chce się leczyć to nie u mnie bo ja nie jestem lekarzem i że się pomyliła.

    tu oplułam komputer super ujęte

    Podziwiam was kobietki za to jak to opisujece.
    Boże kiedy zmieni mi się tok myślenia ile trzeba czasu na otrzepanie się z tego g....wna??????????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki CZAS przychodzi w Twoją tylko porę.. Tylko go wpuść:)Ja się długo o niego modliłam tylko zapomniałam otworzyć drzwi. Jeszcze walczę trochę z przeciągami..Słychać jak czasem w nocy turkocze sekator po kolcach mojego druta..Moje otwarte drzwi nie są już dla ropucha..Only dla swieżego wozducha:)

      Usuń
  58. Maju!

    Buziaki przesylam;-) Ta ksiazka jest naprawde szczegolnie piekna, dawno nie zdarzylo mi sie tak zachwycic, zeby smakowac kazde slowo. Mysle, ze Ci sie spodoba.

    Kiki

    Kochana,bardzo Ci wspolczuje.Naprawde w zabawny sposob opisujesz niezabawna sytuacje;-)To komplement dla Ciebie.
    Rozumiem co czujesz, mialam takie sytuacje z psycholem, ze mi tu wpadal podczas np.arcywaznego spotkania mojego szefa z prezesem banku, powodujac, ze cala sie trzeslam, plakalam, nie moglam wykrztusic slowa...Wydzwanial czasem , blokujac linie non stop, a pozniej musialam sie tlumaczyc, dlaczego szef nie mogl sie dodzwonic przez pol dnia do mnie. Debil i tyle.
    Wczoraj brat psychola do mnie dzwonil ( on sie do niego nie odzywa), kazal mi uwazac, bo wg niego on moze normalnie chciec wrocic do MOJEGO DOMU, bo on wszystkim opowiada, ze jest bezdomny, nie ma gdzie spac i chce wrocic do domu.
    Rozumiecie? Umowa najmu wylacznie na moje nazwisko, koles nie pracuje od ponad roku, nie placil czynszu, zadnych rachunkow, nic. Jakiej cholery po prostu nie pojdzie do roboty? Juz do konca zycia bedzie zyl swoja pseudo krzywda, ktora nie istnieje?
    I co, pomyslalam, ze musze dzis zmienic zamki na porzadne, bo drzwi mam takie, ze wystarczy raz puknac i sie otworza.
    Ufff, znowu sie wkooorwilam.

    Ex Isaura

    OdpowiedzUsuń
  59. Na wasz blog natrafiłam przypadkiem jakiś miesiąc temu, i jak tu nie wierzyć w cuda - w samą porę aby zdążyć przygotować się na ,,nastepny strzał w tył głowy" który byłby mnie zabił chyba tym razem gdybym nie zobaczyła że nie ja jedna przeżywam takie rzeczy. Mój ,,pan" dawno mi wmówił że w innych związkach jest tak samo a wiekszość ma jeszcze znacznie gorzej niż ja, więc czemu ach czemu się przypierdalam zamiast przyjać z wdzięcznością to co mi daje. Jestem na wyjściu. Zaczynam pisać żeby nie zapomnieć tego co teraz(po raz kolejny i kolejny) przeżywam, żeby znowu nie uwierzyć w jego zapewnienia że teraz przecież będzie tak jak ja chcę, że zrozumiał, że nigdy więcej. Dziękuję za wasze relacje, podziwiam za siłę i dystans, mi jeszcze go brakuje ale wszystko z czasem. Od dzisiaj zaczynam pisać, zaczynam żyć swoim życiem a nie jego popapranym życiem. No more tears(taka reklama szamponu kiedyś była;-)))Owieczka

    OdpowiedzUsuń
  60. Owieczko!
    Jaki masz piekny nick;-)
    Dobrze, ze tu jestes.Jezeli moge cos Ci doradzic, to czytaj Majczyne porady, bo ona juz niejedna Owieczke na wlasciwa droge wyprowadzila;-)
    I najwazniesze, ze potrafisz jak widac logicznie myslec, bo szukasz pomocy.
    Pozdrawiam.

    Ex Isaura

    OdpowiedzUsuń
  61. Kochana Kiki, Ex Isauro, Owieczko - przytulam Was bardzo mocno. Przetrwacie. Macie nas. Uciekające i ucieknięte. A w nas jest siła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dzisiaj właśnie dostałam od niego meilem tą piosenkę, z tekstem że słowa pewnie mi sie spodobają i że to od teraz ma być ,,nasza" piosenka
      http://www.youtube.com/watch?v=zsPicpuPXM4
      a ja zamiast się rozmiękczyć od razu sobie pomyślałam że chyba mam być kołdrą;-). Zdrowieję chyba;-)Owieczka

      Usuń
    2. Owieczko. Chyba żartujesz...Przesłuchałam dwa razy..Chyba nie dasz się na to "nabrać na widelec?" Mój mi też wysyła do dziś ckliwe mailusie, pioseneczki łzawe.. wspomina czułe chwile...wierszyki wkleja żywcem z netu. Wcześnej na każdy taki waliłam ripostę, gasiłam gaśnicą z mrożonym lodem. Teraz nie reaguję wcale. Bo to nie ma sensu. Były chwile wachania kiedyś, że może się mylę, że on może nie jest ropuchem.. Ale wtedy ja zagrałam małą prowokację - coś nie po jego myśli i widziałam jak rujnując jego plan ja rosnę utwierdzasjąc się w faktach a jemu zaciskały się pięśći i w 3 sekundy zmieniał się ze skamlącego misiaczka w ziejącego ogniem bazyliszka. Myślę, że każda ma swoją drogę i swój czas na to by się z tego wyzwolić jeśli naprawdę chce. Trzymam kciuki za nas wszystkie.:*

      Usuń
    3. Przykryj mnie kocykiem
      Znowu zabolało
      Tylko przed twym sercem
      Odkryję swą krzywdę
      Tylko ty zrozumiesz
      Potrzebuję ciebie
      Schowaj mnie przed światem
      Pod pancerzem swym

      Pomóż proszę teraz mi, abym nabrał sił
      Abym znów przekonał się i zaufał ci
      Tylko ty naprawdę wiesz, kim ja jestem i
      Klucze masz do mego serca zatrzaśniętych drzwi


      Gdy chce mnie pożreć niedźwiedź
      Z tobą nie boję się
      Pod twym pancerzem zasnę
      Nic mi nie stanie się


      Proszę
      Przytul mnie do siebie
      Potrzebuję ciepła
      Bardzo ci dziękuję
      Za to, że trwasz przy mnie
      Wstyd mi tobie wyznać
      Ile dla mnie znaczysz
      Nie chcę ciebie stracić
      Ty dopełniasz mnie

      ***
      Co to, Owieczko, jest?
      Biblia toksyka? Laurka na kolejny "miodowy miesiąc"?
      Dramatyczny popis emocjonalnego szantażu?
      A może godnym życiem i czynami trzeba było udowadniać, a nie taniochą?

      Usuń
    4. Ale zobaczcie jak ciekawie dobierają "swój repertuar" obnażając swoje prawdziwe ja. Z jednej matrycy bici jak nic.
      Od czynów to ja bym wolała też takiego trzymać z daleka hahha...Żeby broń Boszszsz pod balkon nie przyszedł zaśpiewać tej serenady..
      No chyba, że Owieczka dysponuje zaprzyjaźnonym snajperem na podorędziu...

      Usuń
  62. Hej dziewczyny, niemal tydzień temu pisałam, że myślę o odejściu, ale to jeszcze potrwa...Dzięki Wam stało się to przedwczoraj. Ani myśląc spakowałam ubrania swoje i dzieciaków i jestem. Jak to sie mówi mieszkam na kartonach, kątem u rodziców, ale...w sumie powinnam być szczęsliwa, że wogóle miałam gdzie wracać prawda? Cudownych rodziców mam, popłakalismy dwa dni, a teraz do roboty. Od jutra remont mojej klitki, wspaniali najkochansi rodzice nie bacząc na własne potrzeby kupują farby, szpachle i inne duperele. I nie tylko to, obiecali nowy sprzęt AGD i nowe meble, coby to był taki początek nowego życia. Ale największe co zrobili to to, że za tą ich dobroć wiem, że poprostu nie moge się cofnąć, bo wtedy podcięłabym im skrzydła. I choć teraz jestem na etapie rozmazywania smarków po buzi to tłumacze sobie, że to najlepsze co mogłam zrobić i czas zagoi rany. Mój największy problem to trójeczka dzieci która została wyrwana z wielkiego domu na zaledwie 32 m2, no i nie ma co ukrywać, niestety te dzieci nie pozwolą na na opcje pt. "zero kontaktu". Moje kochane tak bardzo mi teraz ciężko, w końcu spakowane walizki i stabilny (wreszcie) ro\um to nie wszystko, serce niestety wyrywa sie do piekła:( Pocieszcie, opieprzcie, ale proszę dajcie sygnał wsparcia. Nie mam żadnych znajomych, tak mnie wyizolował, bardzo teraz potrzebuję kogokolwiek kto pozwoli sie od tego oderwać przy sobie. Aha, cholera...jutro bronię magistra. Nie ma co, nie mogłam sobie wybrać lepszegp momentu na odejście i rozpacz:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Ty, ja już wybiegam właśnie z domu, ale w drzwiach stoję i piszę do Ciebie.
      Jestem z Ciebie dumna jak cholera, ściskam Cię mocno i przesyłam pierdyliony dobrej energii.
      DASZ RADE! Wspaniale, że masz takich kochanych rodziców, to ogromne wsparcie.
      Jutro będziemy tu świętować nową Panią Magister, jestem pewna.
      A odnośnie momentu - najwyraźniej TEN BYŁ NAJLEPSZY.
      Ściskam.

      Usuń
    2. A więc witaj w gronie uciekających, Kochana. Odważyłaś się dla siebie i dzieci, teraz będzie już tylko lepiej!Zawsze jest dobry moment na ucieczkę. A rozpacz? Jaka rozpacz? Za tym piekłem które miałaś? Rozpoczęłaś nowe życie, jutro obronisz magistra i wypijemy wirtualnego szampana:)

      Usuń
  63. Sama pakowałam się nocą, odchodziłam w nieznane, w mieście, gdzie nikogo bliskiego właściwie wtedy nie miałam. Sama to przeszłam i wiem, ile samozaparcia i odwagi wymaga odejście od, wydawałoby się, najbliższej Ci osoby, a tak naprawdę porzucenie złudzeń i marzeń o szczęśliwym happy endzie. Chapeau bas ode mnie dla Ciebie! Zrobiłaś pierwszy krok, mówiąc rodzicom odcięłaś sobie drogę powrotu, co świadczy o Twojej determinacji. 32 metry i spokój, normalność, to dla dzieci więcej, niż 100 metrów pełnych strachu, niepewności, huśtawek emocjonalnych. Nie powiem Ci, że o łatwe, ale powiem, że innego wyjścia nie ma. Wszystkich pozostałych sposobów "zmieniania go" i ratowania związku już i tak pewnie spróbowałaś. Teraz walcz o siebie i o spokój dzieci. Masz w sobie moc, jak my wszystkie tu. A za jutrzejszy egzamin trzymam kciuki, a że my tu same czarownice, to tytuł mgr masz, jak w banku:)

    OdpowiedzUsuń
  64. Jesteś szczęściarą, Viganine. Masz dzieci, kochających, wspierających rodziców i ROZUM. Jest na czym budować i dla kogo żyć. Przytulam Cię i choć wiem, że nie będzie łatwo, to wiem jedno - będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  65. Viganine, w ogóle się nie martw metrażem. 8 lat temu pakowałam dzieci i majdan i wyniosłam się do pracowni, gdzie mieszkaliśmy rok. I wiesz co? Było cudnie. Tańczyliśmy w piżamach nocą, kiedy powinny dzieci spać, chłopaki chlapali w łazience pianą bez lęku, że namoczą, bywało cieżko finansowo, ale teraz.... teraz mam SWOJĄ chałupę. Wyremontowaną, przytulną. Stawiam kwiatki tam gdzie chcę i mam kota, a stary psychol nienawidził kotów.

    Nie ma czegoś takiego jak "dobry moment" na odejście. Każdy moment jest dobry, albo każdy jest niedobry. Kurcze, dziewczyno, masz rodziców, masz wsparcie, to jest najważniejsze teraz. Niektóre z nas tego nie miały, a wręcz nawet rodzice pchali je z powrotem w ramiona psychofagów.
    Trzymam kciuki za magistra i powodzenia! I pozdrów rodziców :) Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  66. Heloł, heloł...Magister obroniony :) Stan ducha dzisiaj nieco lepszy, dzięki antydepresantom wprawdzie, ale co tam...Ja do tej pory nawet apapu nie używałam, więc gwoli nowości naszprycowałam sie dzisiaj chemią. Dziekuję, za wszystkie ciepłe słowa. PS. Szampan tylko wirtualny, toć przecie jestem na prozacu, więc spożywanie procentów niewskazane;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja gratuluję! Nic nie wzmacnia lepiej niż własne sukcesy.Coś o tym wiem..Szczerze gratuluję:)

      Usuń
  67. Czapki z głów! Pani magister idzie! Pierwszy osiąg na nowej drodze życia. A nie mówiłam, że może nie łatwo ale LEPIEJ? Gratuluję, kochana. Właśnie sączę alkohol więc i w Twoim imieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  68. Pięknie, PANI MAGISTER!
    Wystartowałaś, teraz utrzymaj tempo. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  69. Wznoszę toast herbatą lipową z miodem ;)

    OdpowiedzUsuń
  70. Gratulacje! Wznoszę toast lampką czerwonego wina:)

    OdpowiedzUsuń
  71. Maju!

    Uwazaj, teraz beda peany na Twoja czesc;-)
    Strasznie mi sie przykro zrobilo, ze juz nie ma duzej czesci bloga( rozdzialow), ktory towarzyszyl mi od kilku miesiecy non stop. Ale doskonale Cie rozumiem, Maju.
    Chce Ci podziekowac, za wszystko jeszcze raz. Ze jestes. Ze jestes taka madra i dzielna. I za to, ze Ci sie chcialo to wszystko opisac.Wczoraj sobie zdalam sprawe ile razy mi pomoglas, chociaz Cie nie znam osobiscie. Ile razy wyjac w poduszke i chcac cofnac sie do tylu, zagladalam tu by znalezc ukojenie i zrozumienie. Jestes mi blizsza niz rodzona matka, ktora po prostu sie ode mnie odsunela, twierdzac, ze jestem nienormalna, skoro cos takiego mi sie przydarzylo.
    Zycze Ci, zeby Twoja ksiazka osiagnela rekordowe naklady;-)

    Ex Isaura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do mnie, ale nie mogłam się oprzeć.
      Pewnie, że nie jesteś normalna, jak każda z nas. Jesteś WYJĄTKOWA.
      Ściskam.

      Usuń
  72. Isauro! Dziękuję za to, że mogłam Ci pomóc (jakkolwiek algicznie to brzmi). Wolałabym nie doetronizować żadnych matek, mogę się zapisać na siostrę przyrodnią :)
    P.S. Jestem zabobonna. O książce nie gadamy :)

    OdpowiedzUsuń
  73. Maju,a moją siostrą przyrodnią też możesz być? Obiecuję, że nie będę sprawiała kłopotów:)

    OdpowiedzUsuń
  74. Witam Panie. Piszę do Was w poczuciu bezradności. Mam 52 lata od 7 lat jestem wdowcem. Trzy miesiące temu poznałem Anię. To wspaniała kobieta. Kilka razy spotkaliśmy się i wiem że choć to dziwnie zabrzmi, że jesteśmy jak dwie połówki jabłka. Ania od ponad 15 lat jest rozwiedziona, wiem, że przeżyła piekło. Wczoraj powiedziała mi, że nie będzie się ze mną spotykać, bo nie chce podzielić takiego losu, jak kobiety na tym blogu. Jestem załamany, że nie dała mi szansy. Jestem normalnym, porządnym, spokojnym, uczciwym człowiekiem, mam wykształcenie wyższe, duże, piękne mieszkanie i bardzo przyzwoity status materialny. Bardzo kocham Anię i wiem, że też nie jestem Jej obojętny. Wiem, że Ania codziennie czyta Państwa bloga, dlatego proszę, przekonajcie Panie Anię, żeby dała mi szansę. Jesteście Panie moją ostatnią nadzieją.

    OdpowiedzUsuń
  75. [Ależ imponujące cv i wykaz aktywów!]
    Drogi Jerzy, jeśli doprawdy sądzisz, że ktokolwiek jest w stanie wirtualnie przekonać Anię, do czegoś, do czego Ty nie jesteś w stanie przekonać jej w realu, to masz problem.
    A wiesz dlaczego? Jak odpowiesz sobie na to pytanie, to może będziesz wiedzieć:
    Jak to możliwe, że dojrzały, 52-letni mężczyzna, zaledwie po kilku spotkaniach i trzech miesiącach jest w stanie powiedzieć, że BARDZO KOCHA i JEST DRUGĄ POŁÓWKĄ?
    Ania chyba sobie odpowiedziała na to pytanie więc w rzeczy samej JEST WSPANIAŁĄ KOBIETĄ.
    [Cześć, Anka, miło, że tu wpadasz :)]

    OdpowiedzUsuń
  76. Bardzo mi przykro, że zostałem przez Panią tak potraktowany.Nie chciałem się tu chwalić.Napisałem z prośbą o pomoc, ponieważ Ania uważa, że wszyscy mężczyźni są siebie warci i wcześniej czy później i tak zniszczą życie kobiecie, jak Jej mąż. Jak mam Anię przekonać skoro Ona nie daje mi na to szansy? A jeżeli chodzi o moje uczucia, to zapewniam Panią, że takie uczucie jak moje w tak krótkim czasie jest możliwe.I choć może trudno Pani w to uwierzyć, ale oprócz psychopatów są również normalni mężczyźni. Serdecznie Panią pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Jerzy, możliwości są dwie:
      Primo: Ania w porę zorientowała się w okolicznościach i podjęła słuszną decyzję.
      Secundo: Ania jest osobą bardzo niestabilną emocjonalnie, gdyż podjęła tak okrutną decyzję po przeczytaniu przypadkowego bloga.
      W obu przypadkach związek należy zakończyć. Co też nastąpiło. Skąd więc te krokodyle łzy? Za niestabilną emocjonalnie kobietą? Która aż tak ulega wpływom? To co byłoby dalej?

      Ale zejdźmy na ziemię: Żadna kobieta nie zagląda na takiego bloga bez przyczyny. Ania albo zauważyła coś, co ją niepokoi, albo po prostu nie
      jest gotowa na związek. Jej święte prawo. I mój szacunek.
      Panie Jerzy... 52 letni mężczyzna szuka poparcia w celu zdobycia kobiety? To jak w podstawówce. Poza tym - dobrze wiemy i my i Pan, że Ania to przeczyta. Taka pokazówka? Słabiutkie to wszystko, moim skromnym zdaniem.
      Dlaczego chce ja Pan przekonywać? Czy sugeruje Pan, ze wie lepiej niz ona co jest dla niej najlepsze?
      Ania ma prawo uważać, że wszyscy mężczyźni są siebie warci, najwyraźniej jeszcze nie odzyskała równowagi. I bardzo dobrze robi, że szuka teraz czasu dla samej siebie.

      Usuń
  77. Jerzy, Twój wpis wywołał u mnie zażenowanie.
    Nie masz świadomości, że popełniłeś PUBLICZNIE SEPPUKU.
    Pani Ania prawidłowo "UŻYŁA" swojej wiedzy na temat mężczyzn.

    P.S. Myślałem, że sporo wiem o mężczyznach:)

    amarek

    OdpowiedzUsuń
  78. Pięknie Jerzy napisałeś.
    Trzeba Ci człowieku oddać - śliczną brazyliadę wymyśliłeś; wdowiec - chwyta za serce; 7 lat - odpowiedni czas, żeby zacząć się ogarniać bez narażania się na babski jazgot; ona - od 15 lat rozwiedziona, czyli dojrzała babeczka - powinnyśmy się zidentyfikować - bo takieśmy są "poprzejściowe". I jeszcze ta "Ona" z duzej litery! Uważnie czytasz, trzeba Ci oddać.
    CV i status materialny - bez zarzutu w kwestii matrymonialnej :)).

    A teraz czekamy na to, aż "Jerzy" powie, że jesteśmy wszystkie zazdrosne i nienawidzimy mężczyzn.

    Ściskam Cię Jerzy i pozdrawiam serdecznie. Chłopie, taka ładna pogoda - idź pobiegać.

    OdpowiedzUsuń
  79. Nie zgodzę się z Amarkiem. Seppuku to sprawa dla ludzi honoru, miało być dowodem niewinności i okazania szczerości zamiarów wykonującego a w tym wypadku to zwykły ekshibicjonizm. Pani Ani chyba powrócił instynkt samozachowawczy i prawidłowo zareagowała na taki egzemplarz.
    Swoją drogą takie zachowanie w stylu „niech jej Pani powie” ma mój 5-cioletni syn
    w zerówce a tu mamy faceta lat 52 .... Masakra. Jak to z wiekiem przychodzi to mam zamiar poprosić o eutanazję przy pierwszych objawach starczego zdziecinnienia. Ale ruch na świeżym powietrzu może ten proces pewnie spowolnić a może i zatrzymać?
    Panowie do biegu gotowi? Żółwik dla Steni.
    Sikający Koyot

    OdpowiedzUsuń
  80. Sikający Koyocie, rozumiem Twój protest :)
    Zakładam dobrą wolę piszącego i brałem pod uwagę "starcze zdziecinnienie".
    Masakra, to jest mój rówieśnik!
    Biegam, chodzę, jeżdżę i przebywam dużo na świeżym powietrzu.
    To pozwala mi mieć nadzieję na odsunięcie wniosku o eutanazję.
    Pozdrawiam Syna.

    OdpowiedzUsuń
  81. Gdybym nie siedziała.. to bym upadła....idę po jeszcze jedną zwijkę kolczatki i watoliny do kokonu...

    OdpowiedzUsuń
  82. a mnie się wydaje,że Pan Jerzy zrobił sobie jaja :) ot taka prowokacja...

    OdpowiedzUsuń
  83. No co Ty? :))))))))))
    Nie mów...

    OdpowiedzUsuń
  84. A mnie się wydaje, że wpis jest prawdziwy ( wypisz wymaluj- mój na początku- panie koleżanki namówcie ją- ja taki dobry. A koleżanki- trzymaj się od niego z dala...) i dzięki Bogu, że kobieta się uratuje, może niejedna jak to przeczyta. I wiecie co kiedyś bym się nabrała na te piękne słówka- co ja mówię przecież się nabrałam i kisłam 11 lat. Powtarzam - KIEDYŚ, bo DZISIAJ- jak to przeczytałam, to tak jak Kiki pierdykłam, a oczy wyszły mi z wielkiego zdumienia.

    OdpowiedzUsuń
  85. Jakby nie było, to Jerzy (nawet bardzo nie chcąc) przysłużył się sprawie.
    Nie ma to jak ćwiczenia na żywym organizmie.

    OdpowiedzUsuń
  86. No a po co został wpuszczony? Jako fantom. :)
    ITP. Pięęęękny awatarek.

    OdpowiedzUsuń
  87. Maju przeczytałam wszystko co napisałaś o psychofagu i długo broniłam się że to wszystko dzieje się w moim życiu...bo przecież mimo że zdradził i jest przemocowcem psychicznym i fizycznym to przecież mówi że kocha a to jak się zachowuje to moja wina.To bardzo boli,chcę uciec...jak gdzie.Ty dajesz siłę pokazując że można i trzeba walczyć o siebie.Po 25 latach prania mózgu gubię się co jest fikcją a co prawdą.Porafię racjonalnie pomagać tłumaczyć innym,wspierać ich, sama sobie nie umiem pomóc czytam Wasze wpisy śmieje się i płaczę, pozwól ogrzać się w waszych ciepłych,mądrych radach.Chcę nauczyć się znowu smiać.Łucja

    OdpowiedzUsuń
  88. Witajcie dziewczyny, to ja Owieczka, teraz ja mam piosenkę dla mojego byłego (tak wykopałam go!!!) i dla waszych psychofagów, trzeba tylko zmienić formę na męską:
    http://www.youtube.com/watch?v=SDFdzLJBH7g
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  89. do mnie dopiero zaczyna dochodzic ze bylam (od 3 miesiecy juz nie) w takim zwiazku, Maja dziekuje duzo mi pomoglo to co przeczytalam
    dziekuje Marta

    OdpowiedzUsuń
  90. Witam Was kochane Dziewczyny.
    Cieszę się, że trafiłam na ten blog. Niestety jestem przerażona, bo tkwię w takim związku od 22 lat. On jest starszy o 14 lat i wytresował mnie jak wiernego "psa". Wyciądnął ze mnie wszystkie "siły witalne", chęć do życia i radość. Od trzech lat próbuję coś z tym zrobić, korzystałam z porad psycholgów, czytałam wiele książek , wspomagałam się farmakologicznie ale ciągle czuję, że nie znam rozwiązania a może po prostu się boję. Już wiem co mam zrobić, aby za chwilę odpuścić i się poddać. Długo byłam czytaczem a dzisiaj postanowiłam się odezwać.
    W tej chwili tylko tyle mogę napisać.
    pozdrawiam
    niezdecydowana

    OdpowiedzUsuń
  91. Witam, w końcu odważyłam się napisać.
    Z tego co wyczytałam w internecie, książkach i na tym blogu, wszystko na to wskazuję że byłam w związku z psychopatą (w sumie 9 lat w tym 2 lata małżeństwa), to straszne ale taka jest prawda- a ta prawda mnie boli. nie wiem od czego sama mam zacząć.
    W maju bieżącego roku złożyłam pozew rozwodowy odbyły się dopiero 2 sprawy z czego na jedną nie przyszedł (złożył L4). Zbliża się kolejna sprawa i już mam stresa, chociaż wiem że na tym się nie skończy bo dopiero 3 świadków przesłuchają a jest ich aż 9.
    Chce się od niego uwolnić ale do końca nie mam na to pomysłu, mieszka niedaleko mnie i chcąc nie chcąc zawsze na niego natrafiam( ostatnimi czasy trochę mniej wychodzę a i on nie stoi bod blokiem z kolegami z tego powodu że jest zima i jest im zimno).
    Mam z nim dziecko i to jest największy mój problem, chciałabym się zabrać i wyjechać z młodą jak najdalej ale narazie nie mogę tego zrobić- uniemożliwia mi to nasyłąjąc policję gdyż twierdzi że on nie wie co się z dzieckiem dzieje o godzinie 21( dziecko ma 20 miesięcy więc chyba każdy głupi wie że takie małe dziecko o tej godzinie śpi). Skutecznie zatruwał mi życie ciągłymi telefonami i smsami kontrolując moje "jakże bujne życie"spędzane z dzieckiem w domu, nie mówiac o wyjściach do knajpy ze znajomymi- ktoś mnie podkablował i przyleciał i zrobił mi przy ludziach awanture że dziecko zostawiłam a ja wyszłam na piwo.
    Ale mniejsza o to, pisząc tu do Was już doświadczonych kobiet mam nadzieje że mi coś poradzicie: chodzi mi głównie o jego kontakty z córką, boje się o nią. Ona nie chce do niego chodzić, nie ma mowy żeby on odwiedzał ją w miejscu mojego zamieszkania( ze względu na moją mamę od początku go nie tolerowałą, i na to że zgineły mi rzeczy z domu- aparat, obrączka ślubna i pierścionek zaręczynowy- sprawe dałam na policję teraz jest w prokuraturze i czekam na jakiś odzew od nich, policja znalazła pierśionek u niego w domu twierdził że ja mu go oddałam wciskał mi kit że 4 razy mu go oddawałam i nie pamiętam:) ) Dziś córka poszła do niego- nie chciała tam iść, poszłam z nią- on nawet nie umiał się nią zając, co ja wziął na ręce to płakała, poczekałam aż jego matka wróci żebym mogła spokojnie iśc do domu.
    Na tej sprawie( za tydzień) powinno się coś już wyjaśnić z jego spotkaniami z dzieckiem, wiem że jak ją weźmie i nie będzie jego matki w domu co może się dziać.

    Poradźcie mi jak wy rozwiązywałyście kwestie dziecka z tego typu osobnikiem
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, myślę, że najlepiej poszukać kogoś, kto dobrze zna się na prawie rodzinnym i kwestiach opieki nad dzieckiem. Masz adwokata? Jeśli nie stać Cię, to warto poszukać pomocy prawnej świadczonej nieodpłatnie. Są fundacje, które się takimi sprawami zajmują.
      Ja niestety zupełnie nic Ci nie pomogę, sprawy prawne są mi zupełnie obce, sama zdałam się na pomoc fachowca, ale i tak nie była to kwestia opieki nad dzieckiem.
      To są ważne sprawy, należy ich za wszelką cenę jak najlepiej dopilnować. Myślę, że kwestia braku chęci dziecka do kontaktów z ojcem MA znaczenie. Może podejdź do psychologa dziecięcego i zapytaj, co można w tej sprawie zrobić.
      Pozdrawiam Cię i ciesze się, że się odezwałaś.

      Usuń
  92. Kasiu, nie powiem nic mądrzejszego niż Walkiria. Potrzebujesz konsultacji prawnej. Wydaje mi się, że środowisko, w jakim obraca się ojciec dziecka (jak rozumiem z Twojego opisu) nie jest tym, o którym każda matka dla swojego dziecka marzy. Nawet w ramach krótkich odwiedzin. Możesz chyba tym argumentem operować, ale jako się rzekło, nie jesteśmy specjalistkami.
    Pozdrawiam i życzę pogody ducha Tobie i małej.

    OdpowiedzUsuń
  93. Dzięki wielkie za odpowiedzi, adwokata mam gdyż on się nie godził i nadal nie gdzi na rozwód i sama bym rady sobie nie dała, adwokat twierdzi że nie muszę mu dawać dziecka dopóki przez sąd tego nie załatwi ale istnieje taka kwestia że ojciec przychodzi codziennie pod żłobek gdy odbieram dziecko i mnie wkurza bo przychodzi sobie popatrzeć a między innymi mnie szantażować , dziecko też źle reaguje na jego widok a ja nie mogę mu zabronić wchodzić do żłobka- jestem bezradna w tym wszystkim pewne kwestie mnie przerastają.
    Pozdrawiam Was kochane

    OdpowiedzUsuń
  94. Ustal kontakty z ojcem na sprawie rozwodowej, ogranicz mu prawa rodzicielskie, załatw sądownie widzenia z ojcem pod twoim nadzorem ( malutkie dziecko), a póki co poradzę Ci to co dziewczyny mi zawsze mówiły i mówią :WYTRZYMAJ.

    OdpowiedzUsuń
  95. Maju kochana,
    kilka miesięcy temu tutaj trafiłam. I chociaż już wtedy wiedziałam, że powinnam uciekać, to wydawało mi się, że ja dam radę, że mnie się uda. Wczoraj resztkami sił ewakuowałam swoją udręczoną duszę i wycieńczone ciało. Nie myślałam, że tak będzie bolało. A boli, jak cholera. Byłam w związku tylko rok i to na odległość. Ale ta odległość i spotkania tylko wtedy, kiedy on chciał, zniszczyły całkowicie MNIE, został jakiś pokręcony klon.Wiesz, co jest najgorsze? To on został skrzywdzony! Cóż z tego, że mnie zdradzał, obrażał, doprowadzał do łez i kazał się za to przepraszać ( wszystko to znasz, prawda?), ale mnie SZANOWAŁ, rozumiesz!( to jego słowa, które wypowiedział dotknięty). Wiesz Maju, on tak za te włosy...po tych kamieniach...ale z szacunkiem! Chcę walczyć, chcę spojrzeć w lustro i powiedzieć: " Witaj, Aniu". Kurczę, najgorzej, że nie mogę płakać. Jestem otępiała, sparaliżowana z bólu, a jakiś łajza w mojej głowie podpuszcza:" zadzwoń, może on zrozumie, może się zmieni, może zrobiłaś największy błąd swojego życia". Oj, Maju. Potrzebny mi porządny kopniak, może jak tyłek będę leczyć, to o " skrzywdzonym szacunku" trochę zapomnę?.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  96. Ania, przecież Ty wszystko wiesz :)
    A wszystko tak strasznie typowe. Jutro kończy się ten rok. Cudowna okazja, żeby wyeliminować toksynę i odrestaurowanie CIEBIE. Łatwo nie będzie. Powie Ci to każda z tutejszego lazaretu, ale jak się zaprzesz, dziewczyno, to za rok o tej samej porze staniesz przed lustrem i powiesz do siebie, co tylko zechcesz.
    P.S. Nie dzwoń. Oni się nie zmieniają.

    OdpowiedzUsuń
  97. Oj, jaki fajny facet! Ciągnął Cię po kamieniach za włosy, ale z szacunkiem. Boski musi być:)))
    Ale domyślasz się dlaczego właśnie to usłyszałaś? Bo widocznie to jest ten guzik, na który reagujesz. Słowo-klucz.
    Podziękuj Panu pięknie za wskazówkę jaką Ci dał - od tego zaczynasz pracę u siebie. Od potrzeby szacunku. Bo na to najwidoczniej się łapiesz.
    A co do głosu w Twojej głowie, to raczej On zrobił największy błąd w swoim życiu!
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  98. Kochane dziewczyny,
    dzisiaj dostałam od niego ( mała litera użyta świadomie) kartkę z sentymentalną piosenką i słowami: tak, tak wiem, że nie powinienem Cię ranić, ale ta piosenka przypomina wszystkie piękne chwile, które razem przeżyliśmy i za które Ci dziękuję. Nie słuchałam, ale zabolało.
    Masz rację Stella, on wie jak zadać ból. Ale dlaczego ma nie wiedzieć, skoro ja pokazałam mu całe moje wnętrze, bo niby dlaczego miałam ukrywać coś przed człowiekiem, którego tak kocham. Przed człowiekiem, którego skrzywdziła zła kobieta, zostawiła go z dziećmi a on, ojciec-polak wychował je sam dzielnie! Ależ facet mi się trafił! To przecież ja mu chciałam nieba przychylić i zaleczyć rany. I wiesz co, ja dopiero po jakimś czasie uzmysłowiłam sobie, że on wykorzystuje wszystko, co ja mówię. Jak powiedziałam, że lubię, kiedy trzyma mnie za rękę, przestał trzymać. Jak stwierdził, że jestem bardzo wyczulona i czytam między wierszami, to tych między było coraz więcej. Zresztą uwielbiał niedopowiedzenia, aluzje, przekręcanie faktów. Teraz widzę, że to jest tak typowy przypadek, że aż nudny. A ja chyba nie jestem taka ciemnota( pieszczotliwe określenie nadane mi przez księcia), bo wiedziałam, że ginę i zaczęłam szukać może nie ratunku, ale raczej wyjaśnienia, dlaczego mam wrażenie, że tracę zmysły. Chwała Ci, Maju kochana, że Cię znalazłam. Potrzebowałam jeszcze tylko kilka kółek po tych kamieniach, ale udało się. Wiem, że będzie ciężko, ale ja chcę żyć!
    I tak, jak piszesz Stella ,mądra dziewczyno, zaczynam od potrzeby szacunku.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  99. Witam serdecznie. trafiłam tu do Was,poniewaz tez jestem w takiej sytuacji,gdyż niedawno zakończyłam związek z psychopatą.Byłam z nim 3 lata,ale o całe 3 za dlugo.Jestem wykończona,boje sie własnego cienia i nie mam pojęcia jak dlugo mozna leczyc rany zadane przez taka kalalię życiową.To nie są ludzie,to bestie,drapieżcy,pozbawieni skrupułów i uczuć. Chcę przytoczyć jeden tylko przykład,że tacy ludzie nie powinni chodzic po świecie. W pażdzierniku zmarł mi ojciec,wtedy jeszcze z nim byłam,ale on oczywiście nie pójdzie na pogrzeb bo nikogo nie zna. Trudno-pogodziłam sie z faktem,a raczej nie pogodziłam i poszłam sama.Popołudniu dostałam tel od niego,że mam mu dać spokój,bo nie będzie oglądał moich łez. Dostałam furii, poszłam do niego,a tam o dziwo KOLEŻANKA o 20 lat mlodsza odemnie. Resztę zostawię bez komentarza. To własnie jest prawdziwe ich oblicze.

    OdpowiedzUsuń
  100. Łeeee tam. Zaraz drapieżcy, bestie. Co Ty! To tylko takie zwykłe fiuciny i chujopląty. No peeeewnie. Bardzo chcieliby być jakimś groźnym czymś, ale tak de facto, to są przeciętne, tchórzliwe stworzenia z niewykształconymi przez ewolucję pewnymi obszarami w mózgu. Zatrzymali się w rozwoju gatunkowym i osobniczym. Weź, Iwona, wyczyść buta z tego w co wdepnęłaś i żyj dalej :) To były aż i TYLKO 3 lata.

    OdpowiedzUsuń
  101. Witam,
    złamałam się, odebrałam telefon, usłyszałam jego głos i...runął ten malutki murek, który zaczęłam budować( lichutki był, łzy wypłukały zaprawę). Mówił o zwykłych, codziennych sprawach, jak gdyby nic się nie stało. A ja nie miałam siły odłożyć słuchawki. Psiakrew, dlaczego jestem taka MIENTKA? On wie, że rozmowy były dla mnie niezwykle ważne i pragnęłam ich, jak kania dżdżu. I znowu trzeba zaczynać od początku. Fajki rzuciłam szybko, z dnia na dzień, rozwód 10 lat temu przyjęłam z ulgą, a teraz mam ochotę wyć. Oj, mam wrażenie, że bohaterowie Teksańskiej masakry piłą mechaniczną mają jednak lepiej ode mnie. Ania

    OdpowiedzUsuń
  102. No tak. Podstawowy błąd ale nie nieprawialny. Teraz już wiesz, że robi Ci siekę z mózgu i emocji więc następnym razem jest większa szansa, że nie odbierzesz.
    Niektóre dziewczyny mają fajną metodę. W opisie numeru telefonu psychola nie piszą jego imienia tylko dwa słowa: PO CO?
    Zadaj sobie to pytanie za każdym razem zanim naciśniesz zieloną słuchaweczkę.

    OdpowiedzUsuń
  103. Aniu Amazonko. Wiem co czujesz kobieto...Ja po takich niby normalnych rozmowach i kolejnym "urabianiu" z jego strony wrociłam. Do jeszcze wiekszego bagna. Bo wtedy wiedział, że i tak ma mnie w garści. Bawił się jak nażarty kot myszą. Zameczyć, zamęczyć i zostawić. Nie daj się podejść. Jemu zapewne zależy tylko na tym żeby to takie "w białych rękawiczkach" było, żebyś to Ty czuła się winna, że może za malo się starałas itp. Przyjaciółmi nie będziecie. Jeśli mu wybaczysz to sama sobie nie wybaczysz. Ty nie chcesz żeby Ci było gorzej. Prawda? Jest źle i chcesz żeby było lepiej. Lepiej będzie jak zapomnisz. A propos kartki (podła kanalia). Mój też miał takie jazdy, łącznie z obserwowaniem mnie jak reaguję na piosenkę "...chciałabym być obojętna na błędy które popełniasz..." Patrzył w oczy z zimnym uśmieszkiem na twarzy. On chce może nawiązać kontakt bo możesz mu się jeszcze "do czegoś przydać". Nie myl tego z uczuciem do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  104. Maju,
    jesteś rewelacyjna, no właśnie PO CO? To pytanie świdruje mi mózg od południa. Poruszyłaś duszę. Za jedno mogę podziękować psychofagowi. Gdyby nie on, nigdy nie spotkałabym Ciebie i wszystkich poranionych, wspaniałych dziewczyn, którym dałaś tyle siły do walki.
    Niebieskooki_kocie, on bardzo skrupulatnie dbał o to, bym czuła się winna nieustannie. Zasada numer jeden: "masz prawo do smutku( to oczywiście jego zasady), masz prawo mieć swoje zdanie( widzisz, jaki dobry Pan), ale jeśli będziesz mnie obarczała jakimiś pretensjami, nasz związek nie przetrwa". A termin "pretensje" oznaczał wszystko. Nawet prof. Bralczyk nie ogarnąłby tego. A ja dbałam, by związek trwał. I wracam ponownie do pytania Mai, kurde PO CO?

    OdpowiedzUsuń
  105. Ło rany, Amazonko czy myśmy tego samego psychofaga miały?Z tym "masz prawo..." to toczka w toczkę...Mój kiedyś na moje zapłakane stwierdzenie, że "jesteś toksyczny" (wtedy jeszcze nie wiedziałam co to toksyczny związek)odpowiedział: "Jestem i już" Jacyż oni są szablonowi...Z tym "po co" świetny pomysł:)Ja z moim nie rozmawiam bo tylko mnie to wbijało w poczucie winy, za każdym razem się nakręcałam. Nie gadam, nie boli tak bardzo. Ja baaardzo nie lubię bólu.

    OdpowiedzUsuń
  106. Dziewczyny, sorry, że tak brutalnie ale Po Co Wy to analizujecie, co on powiedział i czego nie powiedział? Jakie to ma znaczenie?
    DLACZEGO z taką samą intensywnością nie opisujecie SWOICH zachowań? W tych wszystkich sytuacjach zawsze były dwie strony!!!
    DLACZEGO te sytuacje się powtarzały? Czy dlatego, że on był draniem, czy może dlatego, że Wy tego drania usprawiedliwiłyście i umożliwiłyście mu powtórkę z upokorzenia?
    Wolicie się nakręcać (co oznacza kręcenie się wkoło jednego punktu), czy chcecie się oderwać i wyleczyć raz a dobrze (co oznacza odejście od tego palika, do którego się przywiązałyście)?


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff...
      Dzięki, Stello :) Choć raz to nie ja musiałam...

      Usuń
  107. Masz brutalną rację Stella, nic z tym nie robiłam, płakałam, milczałam, zadręczałam siebie, że nie spełniam jego oczekiwań. Jak mówił, że mogłabym się bardziej postarać, staralam się do granic możliwości, do bólu. Nie umiałam powiedzieć "nie", "mam dość" bo uzależniłam się jak od narkotyku. Żyłam iluzja, że w końcu się opamięta,że zrozumie, że rani i krzywdzi, nie dałam sobie złego słowa na niego powiedzić. Jak to któraś z was napisała oczy zamknięte i trzeba było żeby mi żyletką ktoś przejechał. Byłam głucha na ostrzeżenia. Skołowana rozbieżnościami. Kij i marchewka, a ja się na to godziłam. Bo przecież bez niego nie umiałabym żyć, bo to miłość mojego życia, największa jaką miałam. Wszystko zniosę bo warto poświęcić wszystko dla utrzymania tak wspaniałego związku.W końcu już miałam nawet przekonanie, że tylko przy nim się czuję bezpiecznie. Oczywiście, że miał prawo mieć tajemnice, no przecież nie będę zaborcza i zazdrosna, jeszcze by pomyślał, że go kontroluję:) Ze znajomymi jesteś?, nie znam? aha, baw się dobrze. Wyłam dniami i nocami, sama prosilam o spotkania, do samego końca zaspakajałam. Myślałam:to zachowanie to na pewno chwilowe i on się zmieni. Ja wytrwam bo jestem silna. Przecież skoro ze mną jest to mnie kocha. Tak umożlwiałam draniowi rozwój talentu wręcz. Bo w sumie bylo coraz dotkliwiej i bolesniej. Ja w pełnoobjawowej depresji a on z siebie zadowolony. Ja sparaliżowana strachem a on pogardliwie na mnie patrzący. Tak byłam uzależniona. Tak klapki z oczu spadły. Tak umożliwiłam mu to wszystko, bo byłam skrajnie nieasertywna i zaślepiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocie, śmiem twierdzić, że nie zrozumiałaś, co napisała Stella. (Jeśli się mylę, Stello, to proszę mnie poprawić).
      Zwróć uwagę na czas, którego użyła Stella - TERAŹNIEJSZY!
      Po chuj (to już moje autorskie pytanie) NADAL analizujesz jego zachowanie? Sobą się zajmij, Kocie!
      A Ty znów całego posta O NIM.
      Jego nie zmienisz, siebie możesz - jeśli tylko zechcesz. CHCESZ?

      Usuń
    2. Myślałam, że przeanalizowałam swoje błędne i chore zachowanie...a to, że akurat na przykładach...Stella chciała zachowania drugiej połowy zobaczyć. Myślisz, że ja go chcę zmienic? Jego nie zmieni ani siła ludzka ani boska. Ja chciałam pokazać, że rozumiem swoje błędy. Że walka z wiatrakami zajęła mi kupę czasu. Może z perspektywy czasu będę jeszcze inaczej potrafiła o tym myśleć i mówić. Na razie staram się zmienić perspektywę patrzenia na siebie. Wiem jedno, nigdy więcej nie pozwolę sobą manipulować. Staram się skupiać na wyzdrowieniu i cieszeniu się życiem. Jutro humor sobie poprawię zakupami.

      Usuń
  108. O Naszych zachowaniach napisała Niebieskooki_kot, a ja tylko dodam, że masz rację, Stello. Rozpamiętując jego zachowanie, pielęgnujemy tylko swoją depresję. A to jego kolejne zwycięstwo.
    P.S. Rozpoczęłam terapię przez pisanie. Do kanonu literatury światowej to raczej nie wejdzie, ma szansę wyprostować mi życie.

    OdpowiedzUsuń
  109. Swojego czasu korzystałam z pomocy psychologa i pamiętam, że ja wywalałam całe swoje żale w temacie psychofaga, a on po prostu pytał, - Ale po co? Co tym osiągniesz dla siebie?- Przyznaję, że słyszałam o co pyta, ale nie rozumiałam tego pytania. Nadludzkim wysiłkiem (bo chora głowa chciała tylko o nim) zmusiłam się do zmiany optyki, zmiany postrzegania świata. Dla mnie wcale to nie było łatwe, ale uważam, że bez tego nadal bym się kręciła w kółko.

    OdpowiedzUsuń
  110. Absolutnie nie zgadzam się ze zdaniami typu:
    1) "Rozpamiętując jego zachowanie, pielęgnujemy tylko swoją depresję. A to jego kolejne zwycięstwo" oraz
    2) "Tak umożliwiłam mu to wszystko, bo byłam skrajnie nieasertywna i zaślepiona."
    Nie zgadzam się, bo w ten sposób zamykacie oczy na istotę problemu - a mianowicie - Dlaczego nie odeszłam po pierwszym jego draństwie?
    Nie dlatego, że nie byłyście asertywne. Nie dlatego, że pielęgnujecie swoją depresję.
    Każdy człowiek (poza tymi z uszkodzonym z powodu choroby lub wypadku mózgiem)zawsze wybiera - co będzie robił, z kim będzie robił i jak długo będzie to robił.
    Opowiadanie sobie w koło Macieju, co on powiedział, co zrobił, jak spojrzał i ile kobiet przeleciał zamiast mnie - nie zatrzymuje mnie w depresji, ale POWSTRZYMUJE MNIE SKUTECZNIE PRZED SPOJRZENIEM W OCZY SOBIE SAMEJ!!!!!!!!!!!!!!!!
    To nie jest jego zwycięstwo. To jest zwycięstwo Waszej strategii pt. Będę zajmowała się Nim, żeby nie zająć się sobą. A mnie szczerze mówiąc, on gówno obchodzi.
    Dam Wam przykład z wpisu powyżej (Iwony Kowalskiej):
    "Trudno-pogodziłam się z faktem,a raczej nie pogodziłam i poszłam sama.Popołudniu dostałam tel od niego,że mam mu dać spokój,bo nie będzie oglądał moich łez. Dostałam furii, poszłam do niego,a tam o dziwo KOLEŻANKA o 20 lat mlodsza ode mnie. Resztę zostawię bez komentarza. To właśnie jest prawdziwe ich oblicze".
    Otóż w tej opowieści są dwie osoby, nie licząc koleżanki.
    Jedna olała drugą nie idąc na pogrzeb, nie udzielając wsparcia - i to jest jej prawdziwe oblicze.
    Druga - po olaniu - poleciała do tej pierwszej - i to jest JEJ prawdziwe oblicze.
    Którą z tych osób będziemy się zajmować: pierwszą czy drugą? Której prawdziwe oblicze nas interesuje - pierwszej czy drugiej?
    Czy dojdziemy do czegoś konstruktywnego analizując zachowanie pierwszej? Czy analiza zachowania pierwszej pomoże drugiej?
    Walkiria pyta: Po chuj analizujecie jego zachowanie? A ja zapytam: Do kurwy-nędzy, kiedy zaczniecie analizować swoje?
    Napisałam bardzo długi post do She-Wolf na siostrzanym blogu, namęczyłam się nad nim dwa dni; zadaję w nim ciągle to samo pytanie - Jaki z tego miałaś zysk? W jakim celu powtarzałaś stale te same sytuacje?
    I nie piszcie mi, że po to, żeby pogłębić depresję, bo ja od razu spytam - w jakim celu chcesz być w głębszej depresji? Z czego Cię to zwalnia? Jaki masz z tego zysk?
    Na pierwszy rzut widzę następujące zyski:
    1) Jestem od niego lepsza, nie musząc nic robić, jestem lepsza poprzez proste zestawienie naszych zachowań.
    2) Jestem biedna i mogę od otoczenia żądać więcej, dając mniej. Mogę dostać litość i wsparcie.
    3) Moje życie jest ciężkie, tak straszne, że nie mam siły nad sobą pracować. To inni są winni, nie ja.
    Pytanie - po co Wam to? Czemu to służy? Przed czym Was chroni? Jaka straszliwą prawdę o sobie, o życiu musicie chować za dymną zasłoną?
    Dlaczego dokonywałyście takich wyborów w przeszłości, dzięki którym macie teraz o czym pisać?





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale ujęty problem wiecznego analizowania psychopatów przez ofiary. Byle dalej od analizy siebie.
      Niniejszym uprzejmie Ciebie proszę o wytykanie wszelkich tego typu nieprawidłowości w moich wpisach.

      Usuń
  111. Szczęka na podłodze. Nie bez kozery jesteś wykładowcą. Umiesz to zgrabnie ująć.

    OdpowiedzUsuń
  112. Odpowiedzi
    1. Jakie sory?! Jak mądrze piszesz, to choćby i dziesieć stron. A w ogóle to i tak zwięźle ujęłaś to, o czym się tu od miesięcy mówi.

      Usuń
  113. Stello, nie potrzebuję litości, wsparcia owszem. Dlaczego nie odeszłam po pierwszym jego draństwie? Ponieważ rozpaczliwie pragnęłam, aby ktoś mnie kochał. Psiakrew, dzieciństwo popaprane, małżeństwo też i po dziesięciu latach samotności zjawia się ktoś. No to ja temu ktosiowi daję to wszystko, co mi się tam w środku nagromadziło i jestem szczęśliwa, że mam to komu ofiarować, jestem szczęśliwa, że ktoś zgadza się to przyjmować, jestem szczęśliwa, że jest MY a nie JA. Kurde, idę poryczeć w poduszkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amazonka, jak już wrócisz od tej poduchy, to zawróć uwagę na rzecz NIEBYWALE ważną, KOLEJNOŚĆ. Najpierw ma być tobie dobrze, czyli jeśli "JA" jest usatysfakcjonowane, to może jest sens tworzyć MY.
      Co lubisz ?


      Usuń
    2. Amazonko moja Kochana. Każda z nas ma podobną historię. Każdą z nas życie przeczołgało, przecież wiesz. Byłyśmy niekochane i samotne albo samotne w zimnym domu.
      Blog ma nam pomóc wyjść z tego, znaleźć sposób na to, żeby to się nigdy nie powtórzyło. Masz całe moje wsparcie, masz wsparcie innych dziewczyn. I nasze współ-czucie.
      Jednak z boku widzi się inaczej, zresztą Ty sama to widzisz, prawda. Po prostu tak bardzo pragnęłaś żeby Cię ktoś pokochał że nie zauważyłaś, że akurat ten egzemplarz nie umie i nie chce.
      Myślisz, że my nie wiemy o czym Ty piszesz? Wiemy, kochana, wiemy.
      I masz nasze współczujące wsparcie. Ja kilka tygodni temu pisałam na siostrzanym blogu jak bardzo jestem samotna. Dostałam maksymalne wsparcie od dziewczyn z całej Polski. Wieczorem już się uśmiechałam i szłam spać spokojna, że nie jestem sama.
      MI numerolożka kiedyś powiedziała, że ciągle pragnę miłości a przecież wystarczy, że sama siebie pokocham. Wtedy wydawało mi się takim amerykańskim truizmem. Teraz coraz częściej czuję, że najłatwiej mi osiągnąć stan szczęścia właściwy (otrzymanej) miłości kiedy kocham sama siebie. Mądrze, tzn. opieprzam się jak coś źle zrobię, ale uwielbiam się za całokształt.
      Jak już ryczysz w tę poduszkę, to uśmiechnij się też do siebie. Pomyśl o sobie - Ależ jestem świetna, znalazłam pomoc w internecie, proszę bardzo, klik i już jakaś Stelka, Maja i Walkiria, Kajka i Marcysia trzymają mnie za rękę. Jestem super!!!

      Usuń
  114. I ja moczę łzami poduszkę, a właściwie to klawiaturę. Postanowiłam wyrzucić zdjęcia z wakacji. Z naszych wyjazdów motocyklowych z R. Kiedy tak je przeglądam, to wszystkie były podszyte jego lekceważeniem. Pogardą. Czymś ohydnym i pozbawiającym mnie godności i życia.
    A ja jestem naprawdę fajna. Dobra i mądra. Może nie śliczna, ale z niego też nie adonis. Za to ciepła i kochająca.
    Debil. Kretyn. Pacan. Niech do końca życia żałuje, matoł jeden, że mną wzgardził.
    Dzisiaj wieczór trochę sobie na tę okoliczność popłaczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dawaj. To też jest potrzebne.

      Usuń
    2. Ściskam Cię, kochana.
      Przytulam Cię. Jakiś chujowy dziś dzień ;)
      Ale wiesz, czego ja Ci życzę z całego serca i nauczona doświadczeniem?
      Niech on nie żałuje, niech on jak najszybciej o Tobie zapomni. Tego Ci życzę.
      Spokoju.

      Usuń
    3. Dzięki Maju. Już wiem, kurwa mać, że to dlatego, że mam w głowie od wewnątrz czaszki wytapetowany napis "Co wolno wojewodzie, to nie tobie mały smrodzie". Motto mojego życia.
      I drugi napis: "Jesteś do niczego. Już się taka nieudana urodziłaś. Nic Ci się nie należy."
      I trzeci: "Spróbuj mi podskoczyć, to Ci tak wpierdolę, że się nie pozbierasz".
      A przecież ja byłam naprawdę dobrą córką. I dobrym dzieckiem. Aż do końca.
      Dzisiaj pozwoliłam sobie na dzień w piżamie. Otworzyłam wino i oto skutki. Płynę na łzawo. Ale z terapii mi wynika, że pora na obronę siebie samej. Na rzetelne obejrzenie swojego życia i wyciągnięcie wniosków. A wnioski są następujące: Pijana, czy nie - jestem wystarczająca dobra do kochania! A jak kto nie chce, to matoł bez wyobraźni. :))

      Usuń
    4. Bardzo mocno Ciebie przytulam. Lubię Ciebie czytać. Wierzę w Twój sukces oczyszczenia się z tego łajna. Bardzo fajnie napisała Walkiria, że życzy aby ten debil nigdy nie zrozumiał, co stracił i niech jak najprędzej zapomni. masz w sobie takie pokłady ciepła i empatii, że pułk strzelców byś tym obdzieliła, a nie jednego chujopęta( przepraszam za zapożyczenie od Majki).
      Pozwól mi trochę posilić się Twoim ciepłem. oddam z nawiązką i przede wszystkim - Z PRZYJEMNOŚCIĄ!

      Usuń
    5. Po pierwsze nie moje tylko Steni, po drugie to zjawisko nazywa się CHUJOPLĄT. :)))

      Usuń
  115. No Stella, to mi się bardzo podoba .."Pijana czy nie - jestem wystarczająco dobra do kochania."
    A w ogóle to masz fajny styl, świetnie wszystko wyłapujesz, zręcznie i jasno tłumaczysz.
    Każda z nas ma czasami tego cholernego doła i potrzebę wylania łez. Przytulam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
  116. "...jest taki dzień i każdy tak ma, że czasem jest źle, że jakoś nie tak. A potem jest noc i znowu jest dzień. Uwierz mi, że uśmiechniesz znów się..." Przeryczałam wieczór a rano usłyszałam tę piosenkę, przeczytałam wasze wpisy. Stello najukochańsza, Twoje słowa bardzo mnie poruszyły, ale tego było mi właśnie trzeba, wstrząsu a nie rozmemłania. Ja do dzisiaj słyszę słowa z dzieciństwa: "niczego w życiu nie osiągniesz, nie porywaj się na księżyc, siedź tu, gdzie Twoje miejsce". A ja osiągnęłam wykształcenie, pozycję zawodową. Muszę zweryfikować pobudki, bo podświadomie chciałam chyba zasługiwać!. A przecież ja nie muszę zasługiwać, akceptujcie mnie taką, jaka jestem, albo, jak mówiła moja babcia, paszoł w kibinimatry. Wiem, żę załapię jeszcze niejednego doła, ale będę się podnosić, bo mam cel: CHUJOPLĄT WON, bo JA jestem super i nie jestem sama, mam WAS i dlatego poradzę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  117. Amazonko, na szybko odniosę się do Twojej wypowiedzi z pozycji filologa. Jak rozumiem, babcia zza Buga (jako i moja). Piękne wyrażenie "paszoł w kibinimatry" czyli w pełnej wersji "poszoł k jobanoj matieri" oznacza mniej więcej to samo, co w lengłydżu "fakof madafaka".

    OdpowiedzUsuń
  118. Stella, ja też mam dzień leżenia:)Znalazłam sobie nowe motto "żeby strącić z piedestału fałszywego bożka musisz najpierw wstać z kolan" Wstan kobieto, jesteś bardzo mądrym i wartościowym człowiekiem. Te cechy doceni kiedyś ktoś kto naprawdę Cię pokocha z wadami i zaletami. Nie ma ideałów. Nie musisz spełniać niczyich oczekiwań. Pozdrawiam.
    P.S. dzięki za konstruktywną zjebkę:))

    OdpowiedzUsuń
  119. Stello, chciałam Ci bardzo bardzo podziękować za cały szereg Twoich ostatnich wpisów, mnóstwo rzeczy, które powiedziałaś dorzuciło mi kolejne puzelki do mojej układanki.

    Już to pisałam: u mnie faza psychofaga to były 4 lata (po bandzie: miłość (?), nienawiść, przemoc wszelaka, you name it), ale skończyła się już prawie 8 lat temu. A ja do niedawna jeszcze grzebałam się w tym szukając tam właśnie przyczyny wszystkiego co nie tak w moim życiu.
    A figa, ten ponury chujek się przytrafił owszem, ale w końcu przecież zamknęłam mu drzwi, i co - dalej miałby mieć wpływ na moje życie?

    Tak, bo stał się świetnym pretekstem. Mogłam na niego zwalać wszelkie niedoskonałości w moich kolejnych związkach (strategia sierotki właśnie) i innych relacjach. I mogłam się nad sobą poużalać, jak to wszystko w ten związek zainwestowałam i tyle miłości dałam, a on nic, dalej był ponurym chujkiem. I że mnie nie docenił. I że tak mnie pokaleczył, że nie mogę dojść do siebie.

    A prawda jest obszerniejsza. Że u mnie już wtedy było nie halo, nie z mojej winy, a z powodu różnych deficytów w moim wcześniejszym życiu. No i się świetnie zsynchronizowaliśmy, nakręcając spiralę OBOJE. Ja byłam przekonana, że mam moc zmiany rzeczywistości, oraz że kształt naszego związku zależy od tego jak bardzo go będę naprawiać. Aż będzie jak z reklamy płatków. Ale im bardziej go "naprawiałam" tym bardziej się psuł oczywiście. No bo chujem chrzanu nie ukopiesz - czytaj: on to żaden materiał na związek był.

    Z ponurego chujka zatem zrobiłam sobie przyczynę wszelkiego zła w moim życiu. I pomna wcześniejszych doświadczeń, zaczęłam pracowicie urabiać mój obecny związek dokładnie na to samo co znałam.(Na szczęście bezskutecznie). JA! Ja sama zaczęłam wchodzić w moją znaną już rolę, sama sobie tak robiłam! A co najlepsze, w ogóle tego nie widziałam!

    Bardzo mi było trudno zacząć wyłazić z tego schematu, ale powoli, powoli idzie. Trudno, bo właśnie to o czym Ty Stello piszesz, było dla mnie najnajtrudniejsze - zwrócić się ku samej sobie. A tam odkryłam między innymi, że biorąc odpowiedzialność za innych, jednocześnie zwalniam się od konieczności wzięcia odpowiedzialności za samą siebie - co mnie przeraża, bo byłam nauczona tylko tego pierwszego.
    Bo ja właśnie też byłam bardzo dobrym dzieckiem :( I przekonanym, że mimo wszystko niewystarczająco dobrym, skoro pewne rzeczy nie funkcjonują.

    A takie prawdy smutne o sobie bolą przy odkrywaniu, i łatwiej jest udawać, że ich nie ma. Ale dopiero odkryte i zaakceptowane przestają być ukrytym narzędziem autosabotażu.

    Napisałam, bo chciałam się odnieść właśnie do tego pisania głównie o psychofagu. Z mojego doświadczenia wynika, że to kiepska strategia. Ja to się tak strasznie w to wkręciłam, że latami na tym jechałam i wydawało mi się to słuszne. Co więcej, byłam dumna z siebie, że taka jestem siebie świadoma :/

    Piszę o sobie, raz bo czasami tak mnie ruszą wasze wpisy, że muszę po prostu się wygadać, a dwa, że jest mi prościej na moim przykładzie się wypowiadać na różne tematy (bo ja nie jestem przekonana, że to co u mnie, to w automacie się przekłada na ludzkość :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rrany, aż przysiadłam przeczytawszy tego posta Ronju. Bardzo obawiam się, że moja przygoda z psychofagiem może skończyć się takim wiecznym użalaniem się nad sobą, bo ktoś mi kiedyś zrobił cos złego. A nie tędy droga.
      Pozwól, że skopiuję tego posta i powieszę na lodówce w to puste miejsce po liście nikczemności, które zrobił mi psychofag. Listę z lodówki zdjęłam 2 miesiące temu,ale jest tam teraz puste miejsce. Myślę, że ten post zasługuje właśnie na to, by to miejsce zająć.

      Usuń
    2. No pewnie, czuję się zaszczycona :)

      Usuń
  120. Ojej, z rzadka mi się zdarza coś napisać, ale jak już się wychylę, to za każdym razem cały elaborat walnę. Sorki za objętość, wiem, że to zamula dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  121. Ronja mam do Ciebie osobistą prośbę - Twój komentarz IDEALNIE wpisuje się w konwencję ostatniego posta na "terapii" (drzwi obok), jakbyś mogła go zwyczajnie tam wkleić - byłoby super. Rewelacyjnie mi się wpisałaś w krajobraz z tym komentarzem. No i dwa blogi obskoczysz jednym strzałem - a to nie każdy potrafi :)

    OdpowiedzUsuń
  122. A ja się czuję zaszczycona, że mój/nasze blogi odwiedzają takie mądre kobiety. I nie jakąś tam mądrością zapożyczoną, nie nafaszerowane truizmami, pseudofilozofią i Coelhem dla ubogich tylko własnymi, autentycznymi przeżyciami i autorskimi wnioskami. Strasznie męczące jest słuchanie (czytanie) jakichś pokrętnych niby-prawd, oglądanie żenujących gierek, które kobiety toczą same ze sobą (z lustrem? z otoczeniem?). Autouczciwość to rzadki dar.

    OdpowiedzUsuń
  123. Cieszę sie, że znalazłam tego bloga pomaga wytrwac w decyzji ucieczki a bylam w zwiazku z psuchofagie-narcyzem-przemocowvem 23 lata dziewczyny. Pomogly mi m.in. wyklady ewy Cyzman Bany, wklejam linka , dlugo sie laduje,
    http://www.livestream.com/artvchicago/video?clipId=pla_bb7feb49-e51c-472e-9a76-322e0049d1ed

    OdpowiedzUsuń
  124. Cześć Agnieszka!
    23 lata - niezły staż w trzymaniu lustra przed narcyzem:)) A właściwie to nie lustra, bo by się biedak tam odbijał w całości, tylko baneru reklamowego z napisem naj, naj, najlepszy na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
  125. Witam wszystkie panie.Otoz trafilam tu dzis rano,czytam od rana i jestem w glebokim szoku co mnie spotkalo.Odeszlam od swojego psychofaga w poprzednia srode,nie ma tygodnia jeszcze.po raz trzeci ale nieswiadoma jeszcze w jakie bagno wpadlam.Na jednym z forow pokierowano mnie ze to moze byc psychofag....wszystko sie zgadza.czytajac nie umiem uwierzyc to moje zycie i moje przytoczone przypadki,obrazy z zycia.jestem zrospaczona.szukam odpowiedzi czy to mozna jakos leczyc ?czy psychofag tylko mnie tak traktuje?widzialam okazywanie,mowienie,pisanie uczuc do corki..widzialam czulosci cieplo do kota....o jakze mu zazdroscilam i z bolem ,lzami w oczach zastanawialam sie czym sobie zasluzyl kotek na to cieplo i milosc niz ja starajaca sie i skaczaca obok niego?niewiem ile wytrzymam,trzymam sie dzielnie,dzis zaprosil mie na wekend a mieszkalam z nim,chce na wekend jak z doskoku tania dzi.... nie odpisalam nic.Po waszych postach walcze ale wciaz mam watpliwoscii nadziejeze moze to nie on nie psychofag.Uwierzyc nie moge...blagam pomozcie

    OdpowiedzUsuń
  126. Nie szukaj odpowiedzi jak leczyć jego. Z jakiegoś powodu tu trafiłaś, z jakiegoś powodu odeszłaś. Było Ci z nim źle, musiałbo być bardzo źle skoro odeszłaś. Co do traktowania Ciebie inaczej to moim zdaniem jeśli ktoś bardzo źle traktuje kogoś bliskiego a innych (kotki, dziecko) dobrze to ma dwie twarze. Tobie zostało pokazane prawdziwe oblicze. Weekend? Cóż za łaska...po wspólnym mieszkaniu. Z własnego doświadczenia Ci powiem, że ja to przeszłam- godzenie się na takie warunki, kiedy, gdzie i jak on chce. Bez prawa do decydowania. Pokazywanie "dobrej strony" otoczeniu, żeby zrobić wrażenie, Tobie znęcanie się psychiczne. Nie wiesz na czym stoisz, masz mętlik. Nie poznajesz człowieka, z którym byłaś latami. Zaproszenie na weekend, okazanie łaski, wyznaczenie Ci miejsca, w którym Ty się wcale nie widzisz. Nie szukaj odpowiedzi jak go leczyć, zacznij szukać dlaczego Ty się na to godzisz. Ja wracałam 3 razy- o 3 za dużo. To jest na zasadzie dajesz palec a ktoś Ci rękę odgryzie. Bo jak raz pokażesz, że godzisz się na niegodziwe będziesz już tylko niegodziwość dostawać.

    OdpowiedzUsuń
  127. Kochana Rozbita - zmień nick to po pierwsze. A po drugie - chyba nie jest normalny, skoro zamiast dorosłego rozwiązania proponuje Ci zabawę "w weekend".
    Pytasz czy TO się leczy? Mam nadzieję, że pytasz o siebie, a nie o niego?
    Czuły dla kotka? To taj jak mój R. Tez tylko dla kotka był czuły. Pewnie dlatego, że kotek był bardziej niezależny niż ja...
    A po ci wiedzieć, czy on psychofag, czy tylko zwykły drań? Co to dla Ciebie za różnica? Istotne chyba jest to, że Ty "starajaca sie i skaczaca obok niego" a On ... miły dla kotka. T powinno CI wystarczyć, żeby powiedzieć WON Kolego!

    OdpowiedzUsuń
  128. Maju, po raz kolejny przeczytałam pierwszą pomoc i jak zwykle uśmiałam się do łez. Jesteś genialna.
    Ale do punktu 27 mogę dodać własną autorską wersję.
    Wyjedź gdzieś choćby na dwa dni, najlepiej w miejsca, w których byłaś z nim i nie mogłaś się nimi nacieszyć, bo Ci w tym przeszkadzał. Teraz połazisz sobie wreszcie po uliczkach (plaży, dyskotekach .. .. wstaw dowolnie). Albo teraz wreszcie nie będziesz nic zwiedzała tylko siądziesz w jednym miejscu i nacieszysz się słońcem/deszczem/śniegiem.. wstaw dowolne. itd.

    OdpowiedzUsuń
  129. Pięknie to napisane Niebieskooki kot.Mądrze i rzeczowo.Bardzo potrzeba mi Ze tak powim ładowania to tego pustego łba.Wiem wszystko doskonale ale chyba zeby nie czuc bolu staram sie oszukac siebie,szukam ukojenia w bolu a co to oznacza szukaam i tylko czekam na znak od niego.Z każdym razem jestem silniejsza ale czuje,że to nie bedzie jeszcze tym razem.Słabne.Potrzebuje bardziej silniejsze Srodki podjac nastenym razem.Uciekłamod niego po raz trzeci.Ucieklam i niewiem czy wrocę bo wiem,ze ma zbyt wielka władze nademna.Jendk nie poddaje sie,Zapisalam sie na wtorek u psychologa,poprosze by naprawil,nakierowal mi moja glowe,moje myslenia,moj okaleczony umysł.Potrzebuje siły.Potrzebuje kierunku kogos .....obojetnie kogo,kogos kto chce dla mnie dobrze i madrze bedzie tlumaczył i kierowal.Wiem tez zze sama ani rusz,Mam sile i dam rade ale nie sama.Probowalam i czuje ze ponioslam juz kleske.Obiecalam mu ze sie z nim spotkam,obiecal narazie telefonicznie zmiany,Niewierze,ale nie umiem nie sprobowac.Do niego sie znow nie wprowadze, bo nienawidze tego domu w ktorym doznalam tyle zlego,nie bede jak kiedys w nim czekala w strachu czy pan wroci zadowolony ze mnie i mojej pracy .Boze pomoz mi.Kobiety tu pomozcie mi.Czuje ze tak niewiele mi potrzeba bym wygrała tą bitwe.Boje sie go,nie ufam mu,zdradzal,flirtowal zawsze,kwestia czasu az mnie zgnoi.Dlatego mysle,zeby nie dać mu sie w pelni,trzymac go na pewnej odleglosci by juz nigdy nie poczul pewnosci,ze mozna ze mna wszystko.Sama niewiem,Nic juz niewiem,czuje ze jestem na granicy wyczerpania,Mase ludzi dookolaa a ja czuje sie sama jak pies

    OdpowiedzUsuń
  130. Stella, na to przyjdzie czas ale potem. Nie każże laskom latać po tych plażach i uliczkach w fazie ostrej, bo nieszczęście gotowe.

    Słoneczko, zadam Ci to samo pytanie, które mnie zylion lat emocjonalnych temu, czyli w 2011, zadała moja terapeutka: co on ma Tobie do zaoferowania, skoro wymieniłaś TO COŚ na władzę absolutną nad sobą. Bez wątpienia jest to coś nader dla Ciebie wartościowego, ale (zapewniam Cię) po rozłożeniu na czynniki pierwsze okazuje się, że primo - sama też to możesz wygenerować, secundo - on tego tak na serio nie ma, tylko o tym gada i zanęca, bo wie, że właśnie TO COŚ jest Ci potrzebne i dla tego czegoś dasz się nawet na powrozie prowadzać.

    OdpowiedzUsuń
  131. Dziękuję za tą pierwszą pomoc....
    Ja już jestem "w drodze" czas jakiś.
    Taka mundra i ynetelignetna, po terapiach, psychologach, warsztatach.
    I co? I znowu.. wlazłam... ale tym razem na krótko, niecałe dwa lata.
    Tylko... nie ma znaczenia czy 5 czy 10 i tak boli jak sto diabłów.
    Potrafię jednak już z tym się jakoś uporać, wiem gdzie szukać pomocy
    i jak nie zwariować.
    Chciałam tylko powiedzieć, że...trzeba byc czujną i BARDZO uważną.
    Bo jak przychodzi miłość, albo jak Nam się wydaje, że to Miłość...to nie wiem jak się przed tym obronić i jak włączyć na maksa tą racjonalną głowę.
    Mnie się nie udało pomimo wiedzy już posiadanej.
    Ale jednak to były niecałe dwa lata... po roku już zaczęłam widzieć i uciekać, ale...wracałam, 5 razy.
    Najważniejsze jest, że TU I TERAZ już przejrzałam, już to za Mną, choć ciągle myśli uciekają. Nic to dam radę. Muszę. Wybaczam Sobie i idę dalej.
    Ciężko się oddrukopwać z matrycy DDA/DDD.
    Ściskam Was Kochane

    OdpowiedzUsuń
  132. Może i ja dołączę do tego szanownego grona powstających.U mnie wszystko rozleciało się po 26 latach małżeństwa.I to ja czekałam aż On złoży pozew rozwodowy-nie miałam odwagi -ja katoliczka.Zostawił mnie w takim okresie,że nie daję sobie sama ze sobą rady(szukam teraz pracy,byłam po śmierci Mamy,Ojciec choruje na nowotwór),a On jeszcze dołożył mi wisienkę na ten tort.Może dobrze ,że się tak stało-zobaczyłam dopiero z kim byłam przez tyle lat.Nigdy przez te lata mnie nie przytulił-a ja byłam szczęśliwa,że mam kim się opiekować do kogo z pracy wracać-potrzebowałam rozmowy,a przez wszystkie lata prowadziłam monolog-teraz to widzę.
    Nie dam się -sama sobie udowodnię ,że jeszcze odnajdę swoje marzenia i jeszcze zdążę je zrealizować.Piszę i ryczę-znowu ten gorszy dzień, nie daję radę sama ze sobą,ale zaraz się ogarnę,wystroję i wyjdę z tego pustego domu.Muszę na nowo odnaleźć siebie-a jest to naprawdę cholernie trudne.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz na mnie przyszła kolej. Wiedziałam, czytałam, studiowałam, doświadczałam, ale żyłam w permanentnej iluzji, 19,5 roku. Jestem trzy tygodnie po wielkim wybuchu. Dziwnie jest, nałóg odchodzi falami. Byłam bardzo chora i uzależniona. Zostałam w kompletnym rozgardiaszu, trójka dzieci ogłuszonych nową wersją tatusia /zamieszkałego opodal z Panią w hoteliku/,długi,zruinowany dom, przeciekający dach, wrak samochodu, zero opału, ssący jak gabka kasę początek roku szkolnego.A papa pochwalił sie pociechom nowym motorem, Pani wozi go niezłym samochodem. Żyliśmy toksycznie z przemocą, wierząc,że "master of the house" jednak się o nas troszczy. Ja mam to forum, Wasze doświadczenia, przyjaciółki, materiały, a moje dzieci tkwią w oszołomieniu. Nie wiem jak komunikować im trudne fakty, do tej pory oszczędzałam im wiele wiedzy o ojcu, teraz nie wiem czy powinnam odzierać go z całego mitu. Wiem, że najpierw ja jestem do uleczenia, ale jak dawałyście radę z relacjami z dziećmi?

      Usuń
  133. A ja się boję. Boję się, że już nic dobrego mnie nie czeka. Co z tego, że posiadam wiedzę, czasami mój racjonalny mózg dochodzi do głosu i wtedy jestem przerażona tym na co sobie pozwoliłam. Ale moje mechanizmy obronne, tak dobrze znane mi z dzieciństwa jak wypieranie i zaprzeczanie są jeszcze bardzo silne. Wciąż wracałam, pozwalając by mnie upokarzał, wykorzystywał, upodlił. Jestem wrakiem kobiety 40+....

    OdpowiedzUsuń
  134. Ana znam ten ból, bo sama mam tak samo. Ja nie potrafię logicznie myśleć. Normalnie nie wierzę, że to on jest czemuś winny. Winna jestem ja tylko nie wiem czego i tak w kółko. Wszystko byłoby znośne gdyby nie nerwica z którą męczę się od roku.

    Dobra wiadomość jest taka, że dziś pierwszy dzień psychoterapii.

    OdpowiedzUsuń
  135. Mój egzemplarz Dwóch głów jest już zaczytany, naznaczony morzem łez. I mimo, że od dawna wiedziałam, co powinnam zrobić, tak bardzo się bałam, tak bardzo jeszcze w swojej arogancji myślałam, że mnie się uda. A to jemu się udało zniszczyć mnie. Kilka dni temu skruszony przyznał, że ma świadomość krzywdzenia mnie, ale jest rozwiązanie. Daje mi szansę na wybranie "mniejszej krzywdy". Życie na jego warunkach /zdrady, kłamstwa, niekontrolowane emocje, kontrolowane dręczenie mnie/, albo rozstanie. Po tylu aktach mojej żebraniny o jedno łaskawe słowo, o jeden uśmiech, ża który dałabym kilka lat życia, nie spodziewał się, że dla mnie już" mniejszą krzywdą" będzie rozstanie. Nie myślałam, że będzie tak bolało. Ale nie żałuję decyzji. Teraz jest szansa, że kiedyś przestanie boleć.Że mój rozmiar ubrania nie będzie dostępny w sklepach dziecinnych i zacznę jeść a może przypomnę sobie, co to znaczy beztroski śmiech i marzenia? Na razie jestem w czarnej dziurze. Staram się nie dopuszczać myśli " a może nie było tak źle?". Było, było, było...
    Maju, jesteś cudowna. Może uratowałeś następnego człowieka? /chociaż ja miałam ostatnimi laty kodowane: kobieta to nie człowiek/.

    OdpowiedzUsuń
  136. Może i jestem arogancka, ale uparcie będę powtarzać, że po tym, JAK ktoś pisze potrafię wywnioskować, czy pisze szczerze. A szczerość w tym miejscu jest szczególnie istotna, bo jest tym, co daje największe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu.
    Anno, z Twojego komentarza wycieka fizjologia TYCH relacji.
    Gwarantuję Ci, że JEDYNYM sposobem na powrót do normalnej wagi, beztroskiego uśmiechu i ŻYCIA jako takiego - jest rozstanie z nim. Przestanie boleć szybciej, niż się spodziewasz.
    Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  137. I idę o zakład, że na poważnie rozważałaś tę "godziwą propozycję", prawda? Wiem, bo ja też kiedyś taką dostałam i też rozważałam. A może będę potrafiła znieść ten pakiet? Przecież są inne kobiety, które potrafią. A może, a jeśli, a gdyby...
    Dziś tamte dylematy wydają mi się abstrakcją (dziś się już nawet z tego potrafię śmiać) ale wtedy były całkiem nawet dorzeczne. A są takie dla Ciebie TERAZ, bo zostałaś doprowadzona do stanu, w którym kwestionujesz własny zdrowy rozsądek, zasady moralne i własne dobro. Tylko tak "wyprana" jesteś "przydatna".
    Zapewniam Cię, że kiedyś na to spojrzysz z właściwej perspektywy. I choć wiem, że dziś owo "kiedyś" jest dla Ciebie niewyobrażalnie odległą perspektywą, to nadejdzie szybciej niż Ci się wydaje.
    Wytrwaj, Aniu, a kolejne Święta będziesz mogła spędzić z myślą, którą ja miałam po roku od podjęcia tej decyzji: może parę rzeczy w życiu schrzaniłam, ale rezygnacja z tamtego "układu" była czymś, co mi się naprawdę udało.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Walkirio za kciuki, dziękuję Maju. Masz rację, Maju, rozważałam, ale już podjęłam decyzję i wiem, czym groziłoby jej cofnięcie. Przepraszanie, dziękowanie za wybaczenie, wielbienie za wspaniałomyślność, pakiet wyrafinowanych kar. Nie chcę już przepraszać i wielbić ZERA. Zrzekam się tego przywileju na rzecz następnej ofiary. Teraz chcę zawalczyć o siebie.Nie będę udawała, że jestem dzielna i ochoczo staję do walki. Boję się, ale skorzystam z Waszej mądrości, bo z moją na dzień dzisiejszy kiepsko. Pozdrawiam Was bardzo mocno.

      Usuń
  138. Droga Maju dziękuję za bloga , dziękuję za książkę- którą właśnie pochłaniam. Byłam z psychofagiem 12 lat. Wychowywaliśmy wspólnie dwójkę dzieci, jego syna i moją córkę. Od początku było wiele sygnałów które powinny mnie zaniepokoić ale nie przyjmowałam ich do swojej świadomości. Na początku wydawało mi się że to teściowa jest największym złem, ona mnie upodlała, mnie i moje dziecko a on....na to pozwalał. Już nie chcę się nad tym rozwodzić bo staram się to z pamięci wyrzucić. Odeszłam definitywnie we wrześniu ubiegłego roku ale moim największym problemem jest manipulowanie naszym wspólnym 4- letnim synkiem. Mówisz o zasadzie zero kontaktu ale w moim przypadku jest ona prawie niemożliwa ponieważ psycho używa dziecka do tego żeby mi dokuczyć żebym odczuła karę za nieposłuszeństwo. Doszło do tego że dwukrotnie mi go porwał. Za pierwszym razem były to całe dwa miesiące. Jestem przerażona naszym polskim prawem że tak naprawdę prawo ma ten kto je łamie. Ofiary zostają same zwykle jeszcze uważane ze histeryczki robiące z igły widły. Ja jestem w tej trudniejszej sytuacji że mój eks jest prawnikiem. Nie skończył co prawda aplikacji adwokackiej (moja wina oczywiście) ale ma powiązania ze światem prawniczym i macza palce w tym żeby sprawy dostał np odpowiedni sędzia czyli mało dociekliwy , traktujący temat po łebkach i mający w nosie dobro dziecka. Sama już nie wiem w jaki sposób ukrócić jego działania. Już wydawało mi się wracam do równowagi ale kolejne porwanie sprawiło że wróciłam do punktu wyjścia. To straszne.
    Pozdrawiam Ada

    OdpowiedzUsuń
  139. Ado, domyślam się, jak bolesne musi być połączenie świadomości manipulowania dzieckiem i bezradności. Niewiele tu mogę powiedzieć, bo moje dziecko było MOJE i mogłam je odciąć od tych "przyjemności". Ponadto mój syn był w kluczowym momencie na tyle duży, że sam już mógł właściwie odczytywać pewne zjawiska.
    Wnioskując jednak z doświadczeń innych kobiet w analogicznej sytuacji, musisz zwyczajnie mieć nadzieję, że nastąpi taki moment, kiedy syn sam zacznie kojarzyć pewne fakty i zorientuje się, że jest tylko narzędziem do dołowania mamy. Rolą kobiety w takiej sytuacji jest chyba pokazywanie dziecku świat z tej lepszej - uczciwszej strony. Szkoda też prądu na jazdy po tatusiu i robienie dziecku dwustronnego psychicznego pressingu. A na każdego prawnika znajdzie się inny, lepszy, prawnik. A Twój, wnioskuję, prymusem w palestrze nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  140. Ja ze swojej strony robię co mogę żeby synek miał spokojne dzieciństwo. Nie oczerniam tez ojca, nie komentuję jego zachowań, nie wypytuję. Chodzę na porady do psychologa żeby postępować z dzieckiem właściwie i poprzez swoje niewłaściwe zachowania nie zrobić mu większej krzywdy. Złożyłam w sądzie wniosek o wstrzymanie kontaktów do czasu przebadania ojca przez biegłych psychologów i psychiatrów. Na razie czekam półtorej miesiąca i nic się nie rusza. Mam nadzieję, że sąd nie odrzuci moich wniosków. Polecono mi działać przez jakąś fundację, ponieważ wtedy sądy też inaczej patrzą, rozpatrują sprawę bardziej wnikliwie. Akurat teraz jest końcówka roku więc wszelkie programy fundacji są zakończone a na nowe trzeba poczekać. Liczę na to, że się uda ograniczyć kontakty, ponieważ psychofag ma ich bardzo dużo zgodziłam się na to bo byłam umęczona psychicznie bardzo i nie miałam siły walczyć widząc, że sędziemu zależało tylko na szybkim zakończeniu sprawy, pomimo tego, że eks wobec sądu również był agresywny. Mały jest u niego w każdą środę z noclegiem i dwa weekendy. Teraz sobie wyobraź Maju jak to wygląda: co ja zbuduję, wypracuję z dzieckiem zatraca się przez jedno popołudnie jak w "Syzyfowych pracach". Męka.

    Twoja książka Maju, blog otworzył mi oczy jeszcze szerzej. Do tej pory szukałam potwierdzenia dla swoich odczuć, myśli. Wydawało mi się, że to we mnie tkwi zło. W końcu doznałam olśnienia. Teraz zastanawiam się jeszcze nad tematem zdrady w moim związku, bo ja naiwna w ogóle nie pomyślałam, że ona mogła zaistnieć. A po lekturze zaczęłam wiązać fakty: wyjazdy niby do mamusi (samotna podwójna rozwódka) co tydzień w sobotę....każdą. Potem jak urodził się synek doszły niedziele niby wychodził na targ po stare książki ....a ja głupia nie pomyślałam, że to przecież mogła być inna kobieta bądź kobiety. Raz przeczytałam sms-a jak to jakaś Agnieszka nie może się doczekać spotkania, to mi wytłumaczył, że to koleżanka ze studiów tłumaczył jej materiał...ciekawe w jaki sposób skoro na prawie to on się raczej nie znał. Zaraz po moim odejściu (tak bardzo mnie kochał) przygarnął sobie panią nauczycielkę naszych dzieci :) Córka dawno temu to podejrzewała, nawet pani jej mówiła jakiego ma cudownego tatusia. Ja w sumie jestem zadowolona bo synek nie jest świadkiem agresywnych zachowań psychofaga, przynajmniej na tę chwilę, bo przecież tatuś musi się teraz pokazać z jak najlepszej strony, nawet wobec mamusi musi się zachowywać ok bo pani jeżdzi z nim....ja tego nie robiłam.
    Jak ja bardzo się cieszę że psycholog do którego chodziłam w trakcie małżeństwa, który prowadził z nami terapię małżeńską powiedział mi w końcu że jestem beznadziejnym przypadkiem, że dalej jestem z mężem. Po tych słowach mało nie popełniłam samobójstwa, powstrzymała mnie myśl o moich dzieciach a zwłaszcza o synku,który byłby wychowywany przez psychofaga. Ale też dzięki tym słowom zaczęłam szukać innej pomocy i tak trafiłam do grupy wsparcia choć myślałam, że zostanę zdyskwalifikowana, ponieważ dalej nie wierzyłam że jestem ofiarą. Dopiero kiedy dostałam do ręki kartkę a na niej fazy przemocy zaczęłam płakać jak bóbr, nie mogłam się pohamować. To udział w grupie dał mi siłę żeby uciec. Choć i tak postąpiłam bardzo nieroztropnie o swoich planach odejścia powiedziałam psychofagowi chciałam być uczciwa, przygotować go jakoś żeby nie wpadł w szał i to był strzał w kolano. Ku przestrodze ....dziewczyny nie układajcie się ze sprawcą przemocy, jeśli cokolwiek uzgadniane to potwierdzone na piśmie... tak jak Maja mówi uciekać!!!. Gdybym to zastosowała uniknęłabym wielu późniejszych problemów.
    Pozdrawiam Ada

    OdpowiedzUsuń
  141. Podpisuję się obiema rękami pod powyższym.
    Ja moją panią mecenas od skutecznego rozwodu zaangażowałam po raz kolejny i po raz kolejny przekonuję się, jak wiele potrafi zdziałać skutecznie pracująca kobieta.
    Czasami lepiej odpuścić, a czasami po prostu trzeba zacisnąć zęby i walczyć o swoje. Tym bardziej, że TAKIEJ reakcji raczej się po nas nie spodziewają.
    Wykorzystujcie WSZYSTKO dziewczyny, nie wahajcie się, nie miejcie skrupułów. Przecież dobrze wiecie, że z ich strony można się spodziewać wszystkiego najgorszego. To akurat pewne.
    Zawsze warto być pół kroku przed nimi, zapewniam.

    OdpowiedzUsuń
  142. "Kurczę,a może mi się to śni? Może ja to sobie wmówiłam? Przecież nie może być takim człowiekiem, skoro wytrwałam 20 lat" - takie myśli, i setki innych, pomiędzy praniem, remontem mieszkania i innymi. Tylko jak mieć inne myśli, kiedy 20 lat, coś było wmawiane?

    Swojego wyrzuciłam z domu 2 mc temu. Nie tęsknię. Nie myślę co robi. Nie utrzymuję kontaktów, wszystko usunęłam... i śmiać mi się chciało z pierwszej pomocy, bo ja nie będąc tu na blogu, naprawdę to zrobiłam. To działa!

    OdpowiedzUsuń
  143. Odważyłam się napisac bo nie mam innej mozliwosci podziękowania za ksiazkę MOJE DWIE GLOWY. Pomogła mi ona nazwac rzeczy po imieniu i ciagle dodaje mi siły do walki o siebie,o godnosc,o lepsze jutro.....
    Gdybym tego nie przezyla nigdy nie zrozumiałabym o czym jest ta ksiazka .A ja czytajac ją czuje jakby byla pisala o mnie.
    Czytam ją juz ktorys raz i będe czytac do czasu dopoki nie stanę na nogi.
    Powoli wygrzebuje sie z tego gowna w jakim tkwiłam przez 10 lat.Rok temu on wyprowadzil sie z mojego mieszkania Przez poł roku po wyprowadzce bawił sie jeszcze ze mna w kotka i myszke. W czerwcu ledwo,zywa,na granicy załamania nerwowego,z waga 43 kg powiedziałam DOŚĆ !!!!.Dziś jestem na etapie nie reagowania na zadne sygnaly od niego.jednak daleko mi do tej Ali sprzed 10 lat....
    Maju,piszac MOJE DWIE GLOWY zrobilas kawał dobrej roboty dla kobiet ktore chcą sie uratowac i zrozumiec,ze nie one same są sobie winne.

    Jeszcze raz bardzo Ci dziekuje.
    Walcze bo dzieki Tobie widze sens tej walki.

    OdpowiedzUsuń
  144. 43 kg to nie za dużo. Chyba, że masz 140 cm wzrostu :)
    Kochana, własnoręcznie zapewniłaś sobie komfort lepszej przyszłości. Wiesz, jaka jesteś mocarna?! Wiesz, ile kobiet nie zna słowa "dość", albo powtarza je tak często, że w końcu traci ono sens? A Ty potrafiłaś. Ali sprzed 10 lat nie będzie już nigdy. Będzie lepsza jej wersja. Słowo!

    OdpowiedzUsuń
  145. juz się nie mogę doczekac tej lepszej wersji:)
    Mam 160 cm wzrostu wiec wyglądałam bardzo zle.Jednak nie przeszkodziło mi to w samotnym wyjezdzie na wczasy na Rodos.Do dzis nie wiem jak tego cudu dokonałam.wczasy byly wykupione juz w pazdziernku wiec mielismy jechac na nie razem z psychofagiem..Wyprowadzil się w styczniu ale zaliczki za siebie nie wycofał (a prosilam go o to,zresztą wtedy prosiłam go o wszystko żeby tylko był ze mną),wrecz przeciwnie wpłacil calosc.I Z perfidnym usmieszkiem,powiedzial,ze pojedziemy tam jako znajomi i bedziemy sie dobrze bawić. Z tym,że on juz dobrze bawil się mną od dłuższego czasu i myslal,ze ta zabawa nigdy się nie skonczy.A przez ostatnie 3 miesiące po wyprowadzce to juz przechodził sam siebie a ja nikłam w oczach.I tydzien przed wyjazdem powiedziałam DOSYĆ TEGO,NA WCZASY JADE SAMA I KONIEC.I zadziałało,nie pojechał a z szoku wyszedł dopiero po moim powrocie.Na lotnisko przybył z bukietem róz,ktore ja wyrzuciłam do kosza,jego osentacyjnie ominełam i poszłam przed siebie.Bo na mnie czekal brat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Ala, ja jestem filologiem. Moja promotorka na studiach miała takiego konika - pola semantyczne. Żeby prawidłowo zinterpretować tekst kazała nam liczyć, jak rachmistrzom, słowa z poszczególnych grup - ile autor używa zaimka "ja", "oni", ile użył określeń do opisu przyrody, albo stanu ducha i takie tam pierdoły. Wtedy wydawało mi się to nudziarstwem. Przydaje się dziś. Po tym, jak dziewczyny piszą jestem w stanie "policzyć" w jakim stopniu są już TU a w jakim nadal TAM.

      Policz, kochana, ile zdań i czasowników napisałaś o nim, a ile o sobie. Nadal jesteś TAM, Ala. Wyprowadź go ze swojej głowy, zmień pole z "on" na "ja", a wszystko pójdzie szybciej. :)

      Usuń
  146. Maju,ja własnie z tym mam najwiekszy problem.Nie umię wydlubac go ze swojej glowy.Wiem,ze jestem na dobrej drodze i ze juz jej nie zmienie ale on ciagle jest w tle,jak but w drzwiach i przez to nie moge w pelni rozwinac skrzydel.Męczy mnie to bardzo.Bo żyje mi sie dobrze,robie to co lubie,odkryłam nowe pasje ale nie umie sie tym cieszyc.Nie umiejac plywac dwa razy byłam na spływie kajakowym,chodze po górach.I jest super. Moja corka,(ktora bardzo mnie wspiera,pomogla mi przejsc przez ten najtrudniejszy okres,byla ta moja racjonalna głowa i nadal jest) smieje sie,ze jestem jak pies spuszczony z łancucha,ktory nadal siedzi przy budzie i nie umie sie cieszyc z tej wolnosci.Moze trzeba wiecej czasu......

    OdpowiedzUsuń
  147. Maju, kochane kobiety, błagam pomóżcie....Od dawna czułam"czerwone lampki" w swoim małżeństwie, rozmowy z bliskimi osobami utwierdzały mnie w prawidłowości swoich domysłów. Potwornie cięzka decyzja, ale zapadła rozwód po 15 latach małżeństwa, dwoje dzieci. Oczywiście lekceważył, śmiał się i myślal, że to żart, nie odbieral powiadomień z sądu. Rozprawa odbyła się, rozwód otrzymałam zaoczny, i zaczęło się.....dopiero uwierzył i wielkie oczy skąd mam siłę. Zaskarżył wyrok przed uprawomocnieniem, ja przedstawiłam mocne dowody w postaci nagrań, obelg, i wyzwisk. Sprawę mam 11,04 i umieram z bólu.....Coraz bardziej dociera do "niego", że chyba nie ma szans, jego slowa przeciwko moim dowodom, on ma radcę prawnego ja nikogo, sama siebie, nawet sama pisalam wszystkie pisma procesowe byłam jedynie na dwóch poradach prawniczych. Umieram, bo mam jazdę bez trzymanki, płacz, kwiaty, prezenty, zapewnienia wielkiej miłości i tego jak teraz będzie, nawet klęka na kolana.....masakra ! A wszystko po to abym wycofała sprawę. Dodam, że w między czasie szukając pomocy, wpadła mi Maju Twoja książka. Traktuje ją jak najlepszą, najdroższą terapię psychologiczną - dziękuję, utwierdziła mnie w słuszności decyzji. Jestem na skraju wytrzymania, może mylę się, może wybaczyć, może teraz zrozumiał, dzieci potrzebuja ojca, przerażenie samotności, przedstawia taki teatr, który mocno ściska za moje serce i wbija w poczucie winy, jestem na lekach uspokajających, pomózcie - bo boję się sama siebie, że odpuszczę ......

    OdpowiedzUsuń
  148. Nela, nie bardzo rozumiem... 15 lat mu nie starczyło? Przez te lata zapewne sygnalizowałaś mu, że nie odpowiadają Ci dialogi z obelgami w formie wołacza. Więc co? Głuchy był i dopiero teraz słuch odzyskał? Był na terapii? Doznał oświecenia? A może zaczął się tak nagle rzucać (na kolana i na prezenty) w obawie przed utratą czegoś dla niego bardzo cennego? Na przykład obiektu swoich obelg, poniżania, który mógłby nadal "legalnie" wyniszczać. To niby nadal ta sama osoba - Ty, tyle że intencje budzą wątpliwości. A może wraz z rozwodem wizerunek mu się ukruszy?
    Jak mawiała moja mama - ja Ci radzę rób, jak chcesz. Słuszność Twoich decyzji zweryfikuje tylko życie. Jeśli jednak pytasz o zdanie, odpowiadam - ja bym nie zaryzykowała kolejnych 15 lat. Ja bym nie zaryzykowała z kimś takim nawet jednego dnia głównie w obawie przed tym, że moje dzieci musiałyby słuchać takich kawałków jak te, które nagrałaś. Dopóki bowiem kobieta jest sama, może sobie eksperymentować z mężczyznami ile wlezie, bo robi to na własne ryzyko i własny rachunek. Jeśli jednak są dzieci, to wszystko, co robi (i pozwala sobie robić) odbywa się również ich kosztem i mogą długo nie zapomnieć, że zostały do tego zmuszone.

    OdpowiedzUsuń
  149. Uwielbiam Cię kochana Kobieto, dziękuję, potrzebowałam kilku mądrych zdań, Wiesz - emocjonalna połówka czasami bierze górę, ale już nie tak często. Tylko Twoja książka trzyma mnie przy życiu i nadziei, w którą głeboko wierzę. Tak, masz rację, wiele razy a nawet setki sygnalizowałam, że nie życzę sobie takiego traktowania, ba nawet proponowałam poradnię małżeńską, sama zaliczyłam psychologa i psychiatrę. Boże, jak ja dziękuję, że "wpadłam" na Ciebie, blog i książkę. Myślałam, że jestem przewrażliwiona. Mam pracę, jestem odpowiedzialna, zorganizowana, i to ja "kręcę" logistyką życia codziennego, ogarniając dom, dzieci, pracę no i oczywiście obsługując gnoma. Twoja książka jest ze mną wszędzie, psycholog chowa się. Daje mi taką siłę o jakiej marzyłam. Jak przez to przejdę ( a bojowo nastawiam się, będę sama bez adwokata) to dam znać, jednak już dzisiaj wiem, że zawdzięczam to Tobie. Świadomość to moja siła, a gnom zastanawia się kto mną steruje......Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  150. Nela, krótko i na temat - jeśli nie chcesz z nim żyć to żadne, nawet bardzo zaciężne rozprawy sądowe nie stoją na przeszkodzie. Akt zawarcia związku małżeńskiego to nie akt własności na Ciebie. Wszystkie te formalności są wyczerpujące ale konsekwencja i świadomość (na początek), czego na pewno nie chcesz oraz (trochę później), czego od życia naprawdę chcesz, ułatwi Ci przebrnięcie przez to bez sztabu prawników. Ty tylko wyznaczasz swoje granice - nie życzę sobie być tak więcej traktowana i kończę z tym.

    No i ja Cię pardą - sama to sobie zawdzięczasz. Mnie nie było ani przy tym, kiedy postanowiłaś, że masz już dość, ani kiedy złożyłaś pozew rozwodowy poparty przytomnie przygotowanymi dowodami, ani kiedy szarpałaś się z emocjami w ramach spektaklu pt. "Ratunku ginącej miłości". Ja jestem zaledwie elementem układanki, bo żeby wejść na tego bloga też musiałaś wykonać pewien logiczny proces myślowy. Mię proszę do tego nie mieszać :)))) ale bardzo mi miło, że w jakikolwiek sposób mogłam być pomocną.

    A swoją drogą to smutne (choć konieczne), że z pomocy psychologów i psychiatrów muszą korzystać ci, których jedynym psychicznym odchyłem było związanie się z człowiekiem, któremu NAPRAWDĘ przydałby się psychiatra.

    OdpowiedzUsuń
  151. Droga Maju, znów wracam do
    Twojego bloga, ponieważ zrobiłam kolejny postęp zerwałam tasiemca nieuzbrojonego czyli nie "kontroluje" sytuacji.Wiele kobiet może tłumaczyć sobie taki kontakt martwieniem się o byłego. /Ja coś takiego przechodziłam w tamtym roku, po tym jak psychofag wylądował na ulicy/ Więc dziewczyny te nadziejo-głody siedzą nam w głowach i rzeczywiście Maju to co nazwiemy już nie jest aż tak groźne. Dziękuję Ci i za to, że stałaś się moim autorytetem, bo wnioskuje, że jesteś atrakcyjna, dobra i silna i że w chwilach słabości mogę tu zajrzeć, tak jak i do książki. To co tu napisałaś również jest moim rusztowaniem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  152. Gratuluję. Serdecznie. Wyjście ze strefy "muszę się zaopieokować, bo może on się zmieni" to początek końca problemu. Takie samarytaństwo to tak naprawdę tylko inne wcielenie poszukiwania kolejnej "działki" - zestawu niezdrowych emocji. Jak się człowiek od tego odetnie, to zaczyna się kolejny, dużo fajniejszy etap - nauka wchodzenia w zdrowe relacje i generowania zdrowych emocji. O wiele bardziej ekscytujących, w brew pozorom. [A z tego, co wiem, tasiemca się wydala, co bardzo adekwatne :)))]

    OdpowiedzUsuń
  153. Drogie Czytelniczki. Dziękuję za wszystkie wpisy, ale dopuszczalna liczba komentarzy w tym wątku została wyczerpana.

    OdpowiedzUsuń