Nie wiesz, kiedy i jak to się stało.
Stopniowo, niezauważalnie, latami zabrnęłaś w relację z kimś, kogo nie znasz…
To już nie jest Twój idealny, charyzmatyczny partner. Maska opadła. Nagle dostrzegasz twarz emocjonalnego przemocowca. Twarz psychofaga.
I wtedy próbujesz się z tego wyrwać. Musisz się wyrwać, bo niebawem zostanie z Ciebie rozmontowany psychicznie wrak człowieka.
Zaczyna się nierówna walka zdrowego rozsądku z chorymi emocjami.
Czujesz, jakbyś miała dwie głowy, mówiące różnymi językami i przekrzykujące się nawzajem, a Ty nie wiesz, której z nich masz usłuchać.



4 x 4


Na jednym z forów Jana zadała pytanie o miłość własną – jakże trudną do osiągnięcia dla kogoś, kto długo pozostawał w krzywdzącej, pasożytniczej relacji. No, niełatwo udźwignąć takie pytanie ale spróbuję choć z wielkim zastrzeżeniem - sama nadal jestem w drodze i mimo załapania podstawowych składowych i wykarczowania najistotniejszych błędów nie mam śmiałości sugerować, że dobiegłam do mety. O ile takowa w ogóle istnieje. Mało tego – w tej kwestii, jak w żadnej innej, sprawdza się zasada, że droga jest ważniejsza od celu.

Nie wiem, na jakim jesteś etapie, Jano, ale jestem zdania, że pewne pytania muszą poczekać na swój czas. Kiedyś do białej gorączki doprowadzała mnie taka porada – pokochaj siebie. To i kilka jeszcze innych złotych myśli powtarzanych jak mantra (a o których tu jeszcze napiszę) to nie są zagadnienia dla kobiety w stanie ostrym. W tym, powiedzmy, pierwszym roku wychodzenia z życia z przemocowcem – roku surwiwalowym - trzeba ogarnąć tyle negatywnych emocji, że mózg zwyczajnie nie jest w stanie przetworzyć żadnej dodatkowej – pozytywnej informacji. Do tego potrzebny jest spokój. Ale tak - WTEDY słuchałam tego i czułam się bezradna, jak trzylatek, któremu nakazano zrozumieć, czym jest teoria względności (do dziś jej zresztą nie rozumiem). To nie jest temat na wtedy ale po jakimś czasie staje się rzeczywiście kluczowy, bo definiujący całą przyszłość.

Życie z takim czy innym przemocowcem, mimo pewnych różnic, to w gruncie rzeczy powtarzalny schemat. W opisie tego zjawiska odnajdzie się każda kobieta, która w tym tkwiła. Ale życie, które zaczyna się PO to już zupełnie inna bajka. Tak rozległa i zindywidualizowana, że (póki co) nie podejmuję się opisania tego. Pojawia się tyle różnych warstw, smaków, nowych definicji, dających do myślenia informacji o sobie, że… no nie sposób przez to przejść bez swoistego psychicznego snorkelingu, wyciszenia ale i wkładania palców w każdy kontakt.

No i trzeba też… trochę odpuścić. Czytałaś „Pod słońcem Toskanii”? Jedna z bohaterek opowiada taką ładną historię (cytuję z pamięci): Kiedy byłam mała całymi dniami szukałam biedronek. Pewnego dnia znużona poszukiwaniami zasnęłam. Kiedy się obudziłam byłam cała w biedronkach.

I tak to właśnie mniej więcej wygląda. Tyle, że na początek trzeba przynajmniej wiedzieć, czy szuka się biedronek, motylków czy może orła bielika (chociaż chyba bym nie chciała, żeby obsiadły mnie orły).

Są osoby, które już z domu dostały we wianie bezwarunkowe poczucie własnej wartości wraz z hasłem powtarzanym przez rodziców „Jesteś wspaniała już z racji samego tylko faktu, że JESTEŚ i możesz osiągnąć, co tylko zechcesz”. Wszystkie inne osoby temi ręcami muszą sobie wypracować samoakceptację. A ta po związku z zaburzonym emocjonalnie partnerem jest dodatkowo nadwątlona i wymagająca najpilniejszej kuracji. Jeśli inne, bardziej… naturalne i samorzutne metody zawodzą, a jesteś, Jano, zadaniowa (co nam się często przydarza) to zaproponuję Ci coś, co proponuję osobom, którym asystuję w procesie (nie określam tego pracą, bo ani nie robię tego systemowo ani na tym nie zarabiam ani nie jestem specjalistą. Co do zasady dałam sobie prawo do nieprzebywania "w temacie", bo tamten etap uznaję za zamknięty, ale jeśli ktoś po znanych mi przejściach potrzebuje wsparcia, to chętnie się dzielę doświadczeniem. Okazjonalna kryzysowa asysta do właściwe określenie).

Spróbuj czegoś, co nazywam napędem 4x4.

Z czterech poniższych sfer wybierz po cztery rzeczy (cele), które chciałabyś osiągnąć, zmienić, zrobić DLA SIEBIE (dla własnej przyjemności, satysfakcji, rozwoju albo zwykłej radochy):

·     zdrowie/wygląd/aktywność fizyczna – jakieś dawno odkładane badania, przeglądy, leczenie trądziku, zoperowanie nieładnego znamienia, zaniedbana od lat cytologia, usg pobolewających nerek, zapuszczona dziura w zębie bo były ważniejsze obowiązki i pilniejsze wydatki – rób, bo jak nie zrobisz teraz, to za rok będzie jeszcze gorzej i jeszcze drożej; masz jakieś marzenie fryzjerskie, laserowa depilacja bikini, coś szalonego? – tatuaż, korekta odstających uszu, coś co od zawsze podobało Ci się w innych kobietach a bałaś się spróbować, zaryzykować, zainwestować – rób, spróbuj, olej komentarz koleżanki z pracy i oburzenie szwagierki, przyzwyczają się a potem jeszcze poproszą o telefon do fryzjera; ważne, super ważne - znajdź sobie jakiś jeden rodzaj aktywności fizycznej, która Ci odpowiada - nie musi być wyczynowa, całkiem lajtowa może być, ale koniecznie wciągnij na listę sprawdzenie, cóż takiego mogłoby to być.

     KONIECZNIE znajdź i praktykuj odpowiednią dla siebie technikę relaksacji i rozładowywania stresu. Zaprawdę jest w czym wybierać – medytacje, techniki oddechowe, mięśniowe, R.E.S.T., aromaterapie. Osobiście uwielbiam Jacobsona i wszelkie rodzaje masaży podczas których całkowicie (no dobra, tak na 80%) wyłączam myślenie. O co chodzi? O uspokojenie gonitwy myśli, likwidację napięć mięśniowych, rozdrażnienia, natłoku negatywnych odczuć. Tych fizycznych i tych psychicznych. Świadomy wybór sposobu na chwilowe oderwanie się od rzeczywistości i ulżenie zmęczonemu ciału. Szukaj tego, co generalnie sprawia Ci przyjemność, rozluźnia i wycisza. Nie trzeba się przywiązywać do słowa „technika”. Dla jednych to będzie joga, dla innych uprawianie jakiegoś sportu ale dla innych oglądanie komedii, wizyty u kosmetyczki albo kwadrans sam na sam z kubkiem owocowej herbaty i wyłączoną komórką. Ileż razy stwierdzasz, że coś sprawia Ci frajdę i porzucasz ten stan, bo czas, bo obowiązki, bo „życie to nie przyjemnostki”. Złap ten moment i zastanów się, czy nie mogłabyś tej czynności nadać wymiaru cyklicznego i świadomie uczynić z niej własnej metody na przywrócenie swojemu umysłowi i ciału harmonii.


·       życie towarzyskie – czujesz, że środowisko w którym żyjesz przytłacza Cię, dołuje, nie służy? Poszukaj nowych ludzi – takich, którzy odpowiadają Ci mentalnie, mają te same zainteresowania, to samo poczucie humoru. To może być banda najbardziej pokręconych ludzi, ale będzie Twoja (Oglądałaś szwedzki film „Hotel”? Jeśli nie to wybierz się – daje do myślenia w tym temacie chociaż ryje beret.) A może na odwrót – otaczałaś się za dużą ilością osób, które nic nie wnosiły a tylko wynosiły? Podziękuj, zredukuj, odpocznij. Od roku odkładasz wizytę u siostry – odwiedź albo wyciągnij ją na miasto. Kiedyś za głupotę poróżniłaś się z fajną przyjaciółką – zadzwoń, ona też tęskni i też już nie pamięta, o co poszło. Kultywuj znajomości, które wywołują miłe ciepełko w żołądku. [Ostatnio spotkałam się z trójką przyjaciół z zamierzchłych czasów. To była prawdziwa frajda – czułam się, jakbym wróciła do domu. Zawsze spotkania z nimi lubiłam – te same skojarzenia, ta sama wrażliwość na pewne tematy i postrzeganie pewnych zjawisk, te same zabawy słowne. Teraz jednak dodatkowo ŚWIADOMIE odnotowałam ten stan przyjemności jako: relaksujące, wzruszające, powtarzać częściej.]


·      rozwój zawodowy – bałaś się poprosić szefa o potrzebne Ci szkolenie, w pracy zaczyna się projekt, w którym mogłabyś spróbować swoich sił – zapytaj, najwyżej Ci odmówią; przerwałaś kiedyś studia, bo nie dało się tego pogodzić z całą resztą życia i potrzeb rodziny - oto nadchodzi czas na powrót do ławki (nawet gdyby miał to być Uniwersytet Trzeciego Wieku), od zawsze odkładasz nauczenie się nowej a przydatnej funkcji w Excelu – wujek google  albo kolega z IT Ci pomogą (a może nawet Twoje własne dziecko będzie Ci pomocne); niby uczyłaś się angielskiego ale krępujesz się używać go w praktyce, bo a nuż wyjdzie nieudolnie – wal, zadzwoń do jakiegoś hotelu w Londynie i zapytaj o wolne pokoje, porozmawiaj o wyposażeniu pokoju, czy jest siłownia, jakie mają zniżki, pakiety a potem podziękuj i powiedz, że jeszcze się zastanowisz. Recepcje hotelowe są przyzwyczajone do obcokrajowców kaleczących lengłydż i okażą Ci duuużo cierpliwości a Ty się przełamiesz. Za dziesiątym razem będziesz już z recepcjonistą brylować o tym, co aktualnie grają na West Endzie (na wszelki wypadek dzwoń do różnych hoteli :).


·      rozwój osobisty (duchowy) – najtrudniejsze, czwarte piętro – pasje, hobby, zpt, wdż, zajęcia fakultatywne. Odsyłam do zakładki Dzień świstaka. Tu sprawy są tak indywidualne, że nie sposób doradzać. Ten element sprowadza się do czegoś, co powiedziała mi Joanna – Najważniejsze w życiu są nie te momenty, kiedy oddychasz, a te, kiedy zapiera Ci dech w piersiach. Tego szukamy.

Kilka wytycznych do tego ćwiczenia:

1. Wyznacz sobie bardzo konkretną datę, kiedy owych 16 celów osiągniesz. I nie ma to być miesiąc, dwa, trzy. Uważam, że rok, to minimalny odcinek czasu. Co miesiąc można weryfikować postępy, ale nie wyobrażam sobie skutecznego opędzenia i ugruntowania takiego materiału i pewnej filozofii myślenia o sobie jako o podmiocie a nie o przedmiocie w krótszym czasie. Chyba to jest tak, że tam, dokąd warto dojść nie ma dróg na skróty.

2. Cele nie mogą być abstrakcyjne lub rozmyte. Jeśli założysz sobie, że „zadbasz o swoje ciało” to nici z tego. To ma być konkret (w dwa miesiące schudnę trzy kilogramy wykonując to, to i to, 1 grudnia rzucę fajki, w każdym miesiącu pójdę na jeden offowy film do kina albo jedną sztukę do teatru - bilety zarezerwuję już dziś, w piątek zadzwonię do przychodni i zapiszę się do urologa, w każdą pierwszą sobotę miesiąca będę cały dzień leżeć i robić NIC, w poniedziałek powiem Kaśce z księgowości, że nie życzę sobie więcej jej uwag o moim zbyt wydatnym nosie).

3. Cele mogą być naprawdę skromne – chodzi o satysfakcję z konsekwentnego dążenia do zaspokajania własnych, choćby najdrobniejszych ale istotnych dla Ciebie potrzeb, a nie o wypatroszenie portfela (chociaż umiejętność wydawania na siebie a nie tylko na wszystko i wszystkich oprócz siebie bez wyrzutów sumienia to też swoiste wyzwanie).

4. Jeśli wystąpi kolizja potrzeb Twoich i zewnętrznych - Ty przez ten rok jesteś absolutnym priorytetem. Synowi popsuł się komputer i jęczy o nowy a to oznaczałoby zrezygnowanie z jakiegoś Twojego celu? Zaciśnij zęby i rób swoje tak, jakby od tego miała zależeć cała Twoja przyszła egzystencja. Młody przeżyje bez kompa, Ty bez swojego celu nie. [No są oczywiście okoliczności nadrzędne – nie namawiam Cię, żebyś np. odmówiła dziecku leczenia jego zębów bo Twoje są ważniejsze, ale liczy się to, żebyś nie stawiała siebie na końcu kolejki oczekujących.]

5. Wszystkich 16 rzeczy, które wymyślisz mają być TYLKO i WYŁĄCZNIE dla Ciebie. Zapomnij o pojęciu „egoizm”. Jak Ci wysiądzie nieleczony kręgosłup i będziesz musiała miesiąc spędzić w łóżku – nikt na tym nie skorzysta. Jak nie będziesz się rozwijać zawodowo i pominą Cię przy podwyżkach – stracisz nie tylko Ty ale i wszyscy, o których dbasz. Jak będziesz sfrustrowana swoim wyglądem, niezdrowymi relacjami z otoczeniem, jeśli będziesz pozbawioną własnego świata i pasji wydmuszką, to z AUTOMATU będziesz mogła dać mniej z siebie dziecku, partnerowi, rodzicom, przyjaciołom. Dbając o siebie – dbasz również o nich.

6. Sugerowałabym na ten czas zrezygnować ze wszelkich form wirtualnego ekshibicjonizmu – fejzbuków, inastagramów, portali społecznościowych, forów, blogów. To pozwala uniknąć pokusy robienia wrażenia – na koleżankach, na byłym, na aktualnym. Nie ma nic gorszego niż przyglądanie się, ile lajków zebrało Twoje zdjęcie na wielbłądzie. Teraz jest ten czas, żeby samej dla siebie stwierdzić, czy ten wielbłąd to była dla Ciebie rzeczywiście frajda godna odnotowania w folderze „Moje przyjemności”, czy jednak kicha – bo zwierzę śmierdziało i na koniec na Ciebie napluło, garb okazał się galaretowaty i nieprzyjemny w dotyku, a kasa, którą za to wydałaś – niewspółmierna, bo generalnie nie poczułaś się jak Staś i Nel tylko jak naciągnięta turystka, która MUSI strzelić sobie słitfocię. Zewnątrzsterowalność naszych własnych potrzeb, odczuć, upodobań to zgubny nawyk i pułapka.

7. Uważaj na ujadzaczy, o których więcej TU. Tacy to potrafią naprawdę rzetelnie przyłożyć się do upierniczenia Ci skrzydełek jeszcze przed lotem. Byli, są i będą.  Omijać wielkim łukiem, bo dużo zrobią i powiedzą, żeby zracjonalizować swój własny strach przed podejmowaniem wyzwań i obrzydzić to innym. Zrobią z Ciebie harpię i soba, byle tylko nie zauważyć, że poszukujesz siebie i swoich granic i miejsca na ziemi. Dopóki nikomu krzywda z Twojej ręki się nie dzieje, dopóty masz prawo nawet wystrzelić się w kosmos, o ile uznasz, że tam jest Twoje miejsce (zamiast na Ziemi).

8. A! No i głównie nie wyobrażam sobie przeprowadzenia tego procesu pozostając z człowiekiem, który partnerkę intencjonalnie krzywdzi, okrada/okradł z wartości najważniejszych - godności, ufności, poczucia bezpieczeństwa. W takim układzie zrobienie jednego kroku w przód dziś, oznacza zrobienie kolejnych dwóch w tył jutro.

Jak mi się coś jeszcze przypomni – dopiszę. Zaznaczam, że nie odkrywam Ameryki. To zaledwie uproszczona i okrojona technika coachingowa - tzw. "koło życia" (bo kto powiedział, że same własnym coachem nie możemy być?). Dla mnie pełna wersja jest zbyt rozbudowana więc dostosowałam ją do potrzeb własnych, czyli tych sfer, których potrzebę rozwoju odczuwałam ale net obfituje w wiele jej wersji - do wyboru do koloru.
A jeśli nadal nie do końca przejrzyście się wyrażam, to proponuję wieczór z kilkoma filmami z kategorii – kino lekkie, przyjemne i na temat. W nich to bohaterki właśnie uczą się tej pozornie tylko prostej umiejętności:  poszukiwania tego, co tak naprawdę sprawia Ci przyjemność oraz nauczenie się dawania sobie prawa do wyciągnięcia po to ręki, a następnie doprowadzenie tego do automatyzmu.

·       (wspomniany już) „Pod słońcem Toskanii” (książka lepsza)

·       „Jedz, módl się, kochaj” (książka lepsza)

·       „Uciekająca panna młoda” (nie wiedziałam, że jajka można przygotować na tyle sposobów)

·       (niezniszczalna) „Amelia” (Amelia kultywuje drobne przyjemności: zanurzanie dłoni w worku ziarna, przebijanie łyżeczką spieczonej skorupki crème brûlée, puszczanie „kaczek” na kanale St. Martin)

·       „Czekolada”

i pewnie jeszcze parę innych.

No i życzmy sobie powodzenia.